Blog > Komentarze do wpisu
07/04/12 - Padwa

Obudzeni o podobnej porze jak dzień wcześniej dojechaliśmy wyjątkowo stłoczeni niemiłosiernie na Piazzale Roma i razem z tłumem popchnięci wręcz doszliśmy do dworca. Chcieliśmy iśc na Plac Świętego Marka, ale czy można być bardziej naiwnym by myśleć, że to dobry pomysł na sobotę wielkanocną? Byłby to dla nas tłumny i nerwowy dzień. Zdecydowaliśmy się więc spontanicznie by pojechać do Padwy. Bilet kosztował tylko 7,5 w dwie strony od osoby. Okazało się, że idealnie trafiliśmy, gdyż Pawda była dużo bardziej spokojniesza; prawdopodobnie większość turystów pojechała do Wenecji tego dnia. Z dworca zaraz ruszyliśmy na południe, do cetrum miasta, mostem przez rzekę Bacchiglione, prosto i prosto,

aż dotarliśmy na stare miasto, na początek odwiedzając Uniwersytet. Weszliśmy na plac Uniwersystetu a tam, pokonując długi rozbieg schodów, skręciliśmy w lewo i trafiliśmy na kwadratowe podwórze ze studnią po środku. Kwadratowe, otwarte, okolone zadaszeniem z kolumnami.

Przypomniało mi to scenerię gry komputerowej, ale może mi się to najzwyczajniej przyśniło kiedyś.

Następnie doszliśmy do Piazza dei Frutti, na ogromny plac targowy. Sąsiaduje z nim Piazza delle Erbre; bardziej zaś w owocach specjalizował się ten drugi mimo, że pierwszy z racji nazwy powinien w tym przodować.

Po małej kawce postanowiliśmy wstąpić do galerii umiejscowionej w XIII wiecznym Palazzo della Ragione, w ogromnej, przepasnej sali umiejscowionej na piętrze, zwanej Il Salone. Pałac ten może się szczycić największą w Europie zawieszoną strukturą dachu. Sala ta była prostokątna, a na jej ścianach widniały alegoryczne freski w liczbie 333. Freski te przedstawione w dwunastu przedziałach obrazujące powiązane ze sobą postać apostoła (jednego z dwunastu), nazwę miesiąca, znak zoodiaku, planetę (wliczając słońce było dziewięć tych ciał niebieskich, co wymuszało powtarzalność Marsa i Saturna), oraz postać symboliczną.

Weszliśmy tam jednak by obejrzeć wystawę powojennej współczesnej sztuki włoskiej, „De Chirico, Fontana e i grandi maestri del Novecento, un secolo tra realtŕ e immaginario”. Galeria była w wydzielonej czasowo przestrzeni. 

Prócz niej w sali tej znajdowało się wahadło Foucaulta (wielkie było i wahało się ukazując swoją niezwykłość), niesamowicie ogromny drewniany koń stworzony już w XV wieku i kamienny kielich zwany skałą smutku (Pietra del Vituperio) – umieszczali tam nagich dłużników, bankrutów by upokorzeniem takim ich ukarać i wypędzić z miasta. 

Gdy wyszliśmy z Palazo, przeszliśmy się trasą proponowaną przez przewodnik. Przez Via Manin doszliśmy do Piazza del Duomo. Tu odpoczęliśmy popijając ciekawy napój. Spritz, specjał alkoholowy na bazie wina białego, i gorzkiego likieru (na bazie ziół i owoców cytrusowych) – tak rodzaj likieru jak i spritz jest specjałem regionów Veneto.

Po odpoczynku chcieliśmy zaraz iść dalej i opuścić Piazza del Duomo, gdy to skusiło nas by pójść na kolejną wystawę do Palazzo del Monte di Pieta, „Galleria Immagini - Ritratto di una Collezione”. Obrazy te były piękne. Znowu sztuka współczesna (powojenna), ale jakże cudna. Na samym początku obrazy okresów klasycznych, przyćmione jednak przez następne sale już nie tylko zwykłych obrazów ściennych, ale instalacji geometrycznych ściennych, m.in. Ennio Chiggio i Manfredo  Massironi, gdzie nie chodzi o namalowanie obrazu na płótnie, ale tworzenie w nim wypukłości, nacięć na płótnie, lub formowanie obrazu z naciągniętych równolegle lub promieniście pasków. Dalej poszliśmy Piazza Capitaniat, straganami tak pięknymi jak najbardziej malownicze uliczki w Gdańsku w czasie Jarmarku Dominikańskiego, te wąskie uliczki, z artystycznymi straganami, własnej twórczości ozdóbek.

Potem na Piazza dei Signore

z dalszymi, ale już pospolitymi targowiskami, dalej znów przez Plazza dei Frutti, potem Via Gorizia, Plazza Cavour. Stąd chcieliśmy już prosto iść do dworca, ale trafem dziwnym zupełnie w przeciwną stronę skęciliśmy i cudem trafiliśmy na piękny plac, do wielkiej bazyliki Świętego Antoniego.

Nic straconego. Nogi nas przecięż aż tak nie bolały i zaspokojeni wizualnie jeszcze bardziej, ruszyliśmy tym razem prosto i bezbłądnie na dworzec. W drodze powrotnej dokładniej przyjżałem się znajdującym się w Padwie tramwajom. Okazało się, że jest to z Francji rozpowrzechniony jednotorowy Translohr. Wydał mi się cudem technicznym, lecz po zapoznaniu się z jego wadami, zalety przestały mieć takie znaczenie. W rezultacie wróciliśmy do domku numer 96 o godzinie 8pm. 

poniedziałek, 07 maja 2012, czokczok

Polecane wpisy

  • Majorka, dzień piętnasty - Palma

    Wyszliśmy po 11. Piechotą poszliśmy do zamku Castell de Bellver . Wspieliśmy się na mury. Potem poszliśmy na kawę. Wspinaczka z dojściem zajęła nam godzinę. Zej

  • Majorka, dzień czternasty - Palma

    Po śniadaniuspokowaliśmy się i juz o 10 30 ruszylismy z powrotem do Palmy . Na początek, zajechaliśmy odwiedzić Fundacio Pilar i Joan Miro . Dom gdzie tworzył M

  • Majorka, dzień trzynasty

    Po śniadaniu chcieliśmy się przyjrzeć ParcNatural de Mondrago , ale okazało się to nieokazałym parkiem, wręcz średnim zarośniętym obszarem.Pojechaliśmy dalej, d