Blog > Komentarze do wpisu
09/04/12 – Ca’Rezzonica i Pałac Doży

Było piękne słońce i choć było nadal chłodno to przecież nie padało. Poszedłem więc, jak i dzień wcześniej w sandałach. Niestety jednak, tak jak wczoraj zmarzliśmy, i ja i Marta i Miki. Prócz tego jednak dzień był piekny. Wyruszyliśmy oto podbić kolejne muzea. Przechodząc w dystrykcie Dorsdurowzdłuż Rio Nuovo,

skręcając przez Pizalle St Margherita,

wzdłuż Rio di San Barnaba, doszliśmy do Ca’Rezzonico położonego nad samym Canal Grande. Podobizny bóstw greckich, obrazowanie scen mitologicznych (m.in. Amigoni Jacopo - Giaele uccide Sisara, Pelagio Pelagi - Venere che nasce dal mare, Lazzarini Gregorio - Orfeo massacrato dalle Baccanti) (Errata: "Giaele uccide Sistara" obrazuje scene Starego Testamentu, Ksiegi Sedziow; Jael przebila skron Sisera kolkiem do namiotu).

przeplataly się ze scenami biblijnymi (m.in. Carlo Innocenzo - Ultima cena, Giambattista Langetti - La Maddalena ai piedi del crocefisso, Sebastiano Ricci - temptation of St Antonio).

Jedym z powyższych był kolejny obraz ostatniej wieczerzy (Carlo Innocenzo - Ultima cena). Tym razem po prawicy Jezusa siedziała wciąż jednak postać nad wyraz kobieca. 

Po muzeum idąc przez most Accademia, plac Stefana chcieliśmy dotrzeć do Palazzo Mocenigo,

ale doprawdy, nie wiedziałem jak tam można dotrzeć, na pewno nie przez Casa Vecchia.

Ominęliśmy więc tę atrakcję i ruszyliśmy prosto raz jeszcze, na Plac Świętego Marka. Tego dnia cudem nie było kolejek; cudem je jakby wywiało. Okazało się, że do Pałacu Doży z naszym biletem tak czy inaczej nie musielismy się przepychać przez kolejkę do kasy.

Wielkie przepasne sale przystrojone jak w Ca’Rezzonica freskami, tylko o wiele okazalszymi, w salach potężniejszych, sufitach bardziej rozpostartych. Wielki tam był obraz autorstwa Herri met de Bles - Inferno, który nieopatrznie pomyliłem z Hieronymem Boschem; później dowiedziałem się, że doprawdy wielu miał on kontynuatorów. Tuż obok natknąć się można było na kolejne wielkie dzieło Quentin Massy - Ecce Homo.

Umieraliśmy z głodu po wyjściu, więc szybko ruszyliśmy, chcąc podążać trasą wczorajszej przechadzki,  by wychodząc z Placu Świętego Marka natrafić na zatłoczony bar miejscowych Wenecjan; pięknie i smakowicie nas wczoraj kusił, ale z powodu braku miejsc odwiedziliśmy inną jadłodajnię. Tego dnia jednak nie odnaleźliśmy jej niestety. Pożywiliśmy się za to w może drogiej, ale przyjemnej restauracyjce Trattoria Dona Onesta na Fondamenta del Fornei. Ja zamówiłem spaghetti z kałamarnicami i czarno miałem wokół i w ustach, a właściciel poczęstował nas (Michaela rzecz jasna nie) na pożegnanie kieliszkiem amaretto. Ostatnią atrakcją był sufit kościoła San Pantalon, sufit dający złudzenie doskonałej jak na te czasy trójwymiarowości, pozwalając wpatrywać się poprzez okolony wysokimi kolumnami otwór w suficie, otwarty na głębokie niebiosa. Wróciliśmy spokojnie jadąc autobusem numer 6, mając szczerą nadzieję na ocieplenie.

środa, 09 maja 2012, czokczok

Polecane wpisy

  • Majorka, dzień piętnasty - Palma

    Wyszliśmy po 11. Piechotą poszliśmy do zamku Castell de Bellver . Wspieliśmy się na mury. Potem poszliśmy na kawę. Wspinaczka z dojściem zajęła nam godzinę. Zej

  • Majorka, dzień czternasty - Palma

    Po śniadaniuspokowaliśmy się i juz o 10 30 ruszylismy z powrotem do Palmy . Na początek, zajechaliśmy odwiedzić Fundacio Pilar i Joan Miro . Dom gdzie tworzył M

  • Majorka, dzień trzynasty

    Po śniadaniu chcieliśmy się przyjrzeć ParcNatural de Mondrago , ale okazało się to nieokazałym parkiem, wręcz średnim zarośniętym obszarem.Pojechaliśmy dalej, d