Blog > Komentarze do wpisu
Czwartek 25/08/16 - Marsaxlokk, dzień ostatni

Wyszliśmy z hotelu po dziesiątej. Autobusem pojechaliśmy na południe. Dojechaliśmy do miasteczka Marsaxlokk.

Chcieliśmy sie przejść do pięknej zatoczki na południe od miasteczka, ale myśl o marszu w pełnym słońcu odwiodła nas od tego. Wczoraj się wystarczjąco spaliliśmy na Blue Lagoone. Usiedliśmy i spokojnie wypiliśmy kawkę. W małej restauracyjce zjedliśmy regionalną i sezonową rybkę Lampuki. Potem jednak ciężko nam było się dostać do innego miasteczka.

Najpierw czekaliśmy na autobus, który nie przyjechał. Pojechaliśmy innym, który nas zawiózł na północ. Wysiedliśmy w totalnie opuszczonej okolicy i czekaliśmy na przesiadkę, na autobus, następny spóźniony, następne pół godziny. W końcu przed drugą dojechaliśmy do Marsaskala.

Nie za bardzo było tam warto przyjeżdżać. Wypiliśmy CISKa w typowo dla brytyjskich turystów stworzonym barze i musielimy czekać następne pół godziny na autobus, który nas 40 mintu wiózł do Spinola Bay. Stamtąd krótkim marszem doszliśmy do St. George Bay przed czwartą. 

Kupiliśmy piwka CISK, regionalne znakomitości (pea, cheese, spinach pies) i usiedliśmy w cieniu murka na plaży. Zdecydowałem sie wykąpąć. Woda okazała się bardzo mętna. Typowo komunalna plaża. Zabrudzona zwyczajnie. Za dużo ludzi. Zebraliśmy sie na przechadzkę powrotną do Spinola Bay.

W barze Saddles usiedliśmy na kolejne piwko. Następnie przeszliśmy się wybrzeżem i doszliśmy do Sliema i w barze Plough & Anchor wypiliśmy jeszcze jednego, kolejnego CISKa.

Nadszedł czas posiłku. Poszliśmy więc do naprzeciw kuszącej restauracji Fresco. Zapiekane owoce morza na początek. Potem łosoś z avocado, grzybkami i ryżem, a dla Marty kaczka z makaronem. Do tego butelka białego wina. W trakcie naszego tam biesiadowania zaczęło lać. Totalne urwanie chmury z piorunami. Na szczeście, gdy skończyliśmy jeść, to lać przestało. Również na nasze szczęście nasz stolik był umieszczony pod dachem, w środku, a nie jak w przypadku kilku nieszcześników pod gołym niebem. Nieprzyjemnym jest widzieć jak ci się jedzenie kąpie w deszczu. Wróciliśmy piechotą po dziewiątej. Następnego dnia wylecieliśmy z Malty, z uśmiechem zaopatrując się w regionalne likiery na bazie kaktusowej opuncji.

czwartek, 15 września 2016, czokczok

Polecane wpisy

  • Majorka, dzień piętnasty - Palma

    Wyszliśmy po 11. Piechotą poszliśmy do zamku Castell de Bellver . Wspieliśmy się na mury. Potem poszliśmy na kawę. Wspinaczka z dojściem zajęła nam godzinę. Zej

  • Majorka, dzień czternasty - Palma

    Po śniadaniuspokowaliśmy się i juz o 10 30 ruszylismy z powrotem do Palmy . Na początek, zajechaliśmy odwiedzić Fundacio Pilar i Joan Miro . Dom gdzie tworzył M

  • Majorka, dzień trzynasty

    Po śniadaniu chcieliśmy się przyjrzeć ParcNatural de Mondrago , ale okazało się to nieokazałym parkiem, wręcz średnim zarośniętym obszarem.Pojechaliśmy dalej, d