Kategorie: Wszystkie | Dawno przeczytane | Film | Notki | Składanki | Wycieczki
RSS
czwartek, 26 lutego 2009
W starym kinie - przypadkiem letnie opowieści

Rozpocząłem podróż po filmach na tyle starszych ode mnie, by z tym większym szacunkiem odnosić się do nich i z większą pieczołowitością je oglądać. Nie rozpocząłem odważnie od lat dwudziestych, ale spokojnie od sześćdziesiątych lat ubiegłego stulecia. Na szczęście znajoma moja studiuje kulturoznawstwo, a tam też kinematografię, od jej początków, i mam ta możliwość oglądania tych filmów w miłym towarzystwie.

Sobota 17/01/09. The Long, Hot Summer (1958). Film całkiem swobodny - trochę w nim dramatu, ale więcej romansu i sielankowatości. Ben Quick (Paul Newman), człowiek podejrzewany o nałogowe podpalanie zostaje wyrzucany z każdego miasteczka, gdy tylko spłonie tam czyjaś stodoła. Jego nazwisko budzi grozę i nienawiść. Nikt mu jednak nigdy nie jest w stanie nic udowodnić. Pojawia się w słonecznym miasteczku, którego wielkim bogaczem, właścicielem fabryki i sklepu jest wielki Will Varner (Orson Welles). Pan Varner chce przekazać swoje królestwo, ale nie wie, komu oddać dorobek całego swojego życia. Ma syna, w którym widzi tylko słabości i w którego nie wierzy oraz córkę, za bardzo niezależną na to by wyszła za mąż. Nowopoznany Ben Quick, okazuje się w jego oczach człowiekiem nad wyraz obrotnym i pracując u Varnera wchodzi on w coraz większe jego łaski. Varner postanawia wydać właśnie za niego swoją córkę Clare. Ona zaś bynajmniej nie gustuje w typie gorącokrwistego Bena. Ogólnie cała akcja przypomina lekką komedię Szekspira, gdzie występujący krążą wokół siebie, nie zaprzestając uszczypliwości i uporu, ku finalnemu niespodziewanemu połączeniu w pary. Tak też i tu wszyscy postępując, zyskują na tym i szczęście zapanowuje obopólne, które zaś następuje zaraz po dramatycznym punkcie kulminacyjnym. Rubaszny śmiech Orsona Wellesa, spokój i zimna przenikliwość Paula Newmana dodają tylko uroku temu długiemu, gorącemu latu.

Niedziela 08/01/09. Suddenly, Last Summer (1959). Jak to kiedyś człowieka delikatnego, karmiącego się tylko atlasowym pięknem, przerazić mogła krwiożerczość przyrody. Widząc jak ledwo wykłuwające się żółwie, pędzące do morza, wybierane są jeden po drugim przez głodne ptaki i pożerane bez zastanowienia, obserwator taki mógł przestać wierzyć w piękno, dobro, czystość. A przecież człowiek też jest na swój sposób tak samo krwiożerczy. Otaczając się pięknem tylko, odrzucając ludzi niesmacznych, nieapetycznych, odsuwając ludzi o umykającym pięknie, jest podobnym do wybierających najlepsze kaski, najbardziej apetycznych żółwików. Pięknoduchy otaczani w bieli, czyści i boscy, niezbrukani krwią. Takimi właśnie byli Violet (Katharine Hepburn) i Sebastian. Nie mówili o nich inaczej niż Violet i Sebastian, mimo, że nie była to para, tylko syn i matka. Opowieść rozpoczyna się od zagadkowej śmierci Sebastiana, który ostatnie lato, zamiast spędzić je, jak co roku z Violet, spędził je ze swoja kuzynka Catherine (Elizabeth Taylor). Niespodziewanie ubiegłego lata doszło do tragedii, która doprowadziła to czasowej utraty pamięci u Catherine. Violet składa pewnemu lekarzowi, ciężką do odrzucenia propozycję, obiecując sponsorowanie badań nad nowatorska lobotomią, jak i przebudowę szpitala, w zamian za przeprowadzenie tejże operacji na Catherine, która stała się nad wyraz agresywna i jedynym rozwiązaniem jest ta właśnie operacja. Wyżej wspomnianym lekarzem, który zajmuje się wdrażaniem lobotomii, jest doktor Cukrowicz (Montgomery Clift). Wiedząc, że tego typu operacja nie jest jeszcze doskonała, dokładnie zbadana, postanawia upewnić się co do konieczności jej przeprowadzenia. Pragnie dowiedzieć się czegoś więcej o pacjentce, dowiedzieć się dokładnie, co doprowadziło do utraty pamięci, chce wydobyć prawdę, co zdarzyło się ubiegłego lata.

Czy tym właśnie jest miłość? Wykorzystywaniem ludzi? I może dlatego nienawiść jest brakiem możliwości wykorzystywania ludzi.

 Sebastian mawiał, że prawda jest jak bezdenna studnia.

 Mój syn Sebastian i ja dokładnie konstruowaliśmy nasze dni. Każdy dzień rzeźbiliśmy, zostawiając za sobą ślad dni, jak galerie rzeźb, aż do niespodziewanego, ubiegłego lata.

Wtorek 30/12/08. The Fugitive Kind (1960). Film w reżyserii Sidney'a Lumet'a. Nie jest to pierwsza kreacja Marlona Brando, ale nadal początek jego kariery. Wcielił się w Valentine 'Snakeskin' Xaviera, twardego, niezdolnego do usidlenia człowieka wolnego. Uciekając od swojego życia ze swoją nieodłączną gitarą/kochanką, w strugach deszczu trafia do miasteczka. Zaczyna pracować tam jako subiekt, sprzedawca na dziale damskim. Ma bardzo intensywny urok, do którego przywiązuje na śmierć właścicielkę sklepu Lady Torrance (włoska aktorka Anna Magnani) i którym oddycha jego znajoma z burzliwej przeszłości, Carol , żyjącą jak ptak w powiewach niezrozumiałych nastrojów. Valentine rozumie się bardziej z Carol, ale zostaje z Lady Torrance. Ta jednak jest nadal żoną przykutego do łóżka Jabe'a, człowieka złego, niszczącego wszystko co dla innych drogie. Relacje miedzy ludzkie lubią czasem wiązać się w jak najbardziej bardziej skomplikowane, aby tylko ciaśniejsze, aby ciężej było się z nich wyplątać nie raniąc tym samym siebie i innych. Związki proste i pełne wolności wydają się może tak nierealne, że przez to niedojrzale bo i za bardzo fantastyczne ty nimi żyć, by w nie wierzyć.

Sobota 31/01/09. The Swimmer (1968) Miło jest patrzeć w słońce i przebiegać przez pachnący las w cudowne niedzielne popołudnie. Pędzić jak młode źrebię, pełne wolności, odsuwając od siebie wszelkie smutki, problemy, zło, które się uczyniło. Po co męczyć się negatywnymi myślami? Pędzić przez to poetyckie wyśnienie, karmić się słonecznymi planami, obiecywać, śmiać się - być jak młody bóg, lub chociaż jak wspomnienie o nim. Niestety słońce po czasie przesłonią chmury, las stanie się wilgotny i kaleczący - pozostaniesz zziębnięty i przemoczony, przed zamkniętymi drzwiami do upuszczonego domu. Ned Merrill (Burt Lancaster), człowiek wiecznie szczęśliwy. Takim go widzimy, gdy pięknego niedzielnego poranka udaje się w zaplanowana wycieczkę, przepływając poprzez okoliczne sąsiedzkie baseny, by "dopłynąć" do domu, do swojej żony i ukochanych córek. Na początku trasy jest pełen życia, wiary w szczęście i wieczną pogodność, tak, że niezrozumiałe przez niego cienie, negatywne spojrzenia, nie są jeszcze w stanie dotknąć jego samopoczucia. Odwiedza dawno niewidzianych, ukochanych przyjaciół, otwiera przed nimi ramiona, jak pełne optymizmu perspektywy. Jednakże coraz bardziej czegoś nie rozumie, dlaczego tak wszystko się zmieniło?

00:02, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lutego 2009
Charles Dickens „Dawid Copperfield”

Drugie moje spotkanie z Dickensem. Tym bardziej go polubilem i stawał sie powoli moim ulubionym autorem. Taką miał umiejętność pisania o ludziach. Może zbyt miłą mi umiejętność? No i to prawie biograficzna powieść. Zawsze z lekkim humorem, z cierpieniem, z nędzą i szczęściem.

  • Czy to moja wina, że ludzie są tak głupi i tak łatwo pozwalają sobie na uczucia?
  • Przyjaciele przyjaciół naszych już przez to samo nabierają prawa do naszej przyjaźni.
  • Okazujesz się w każdym wypadku prawdziwym przyjacielem, lecz człowiekowi doprowadzonemu do ostateczności pozostaje jeszcze wierniejsza przyjaciółką: brzytwa.
  • Topór wzniesiony, drzewo paść musi.
  • Nie chce przypominać tego oblubieńca, co to jadąc do ślubu, zapomniał tylko o oblubienicy.
  • „Bob Swore”, jak powiedział zamiast „bonsoir” Anglik, uczący się po francusku.
  • …apetyt pozostaje w niejakim związku z ciasnymi butami: aby żołądek mógł należycie funkcjonować, kończyny ciała ludzkiego musza być swobodne.
  • Na tym wybrzeżu ludzie umierają zawsze z odpływem, zawsze z przypływem się rodzą.
  • Postaraj się (…) nie łączyć nigdy fizycznego kalectwa z moralnym …
  • … konwencjonalne zdania są czymś w rodzaju fajerwerku, który gaśnie szybko, zostawiając po sobie coś zupełnie nieoczekiwanie innego, niż zapowiadał.
  • Miłość, dojrzała miłość, hołd, oddanie nie przemawiają na głos. Ich głos jest cichutki. Są one skromne, nieśmiałe, spoczywają w ukryciu i czekają, czekają. Często życie całe mija, a one wciąż jeszcze dojrzewają w cieniu …
  • Najgorzej, gdy małżeństwo nie ma jednakowych celów i zamiłowań.
  • Przypadało mi w udziale niekiedy, w zmiennej panoramie istnienia, napotykać przypadkiem oazy, ale żadna nie była tak świeża i zielona jak ta, która teraz napotykam!
  • …adwokaci, rekiny i pijawki nigdy nie maja dosyć!
  • Był tak nieśmiały, że zdawał się przepraszać gazetę za to, że ośmiela się ją czytać.
piątek, 20 lutego 2009
Wizje przyszłości
Sobota 13/09/08. I, Robot (2004)
Film oparty na książkach Isaaca Asimova. Proponowano mi przeczytanie tej podstawy sci-fi, bo to genialne, i jedyne w swoim rodzaju - czasu nadal nie znalazłem; boleje. Isaac w swoich książkach stworzył trzy prawa robotów, bardzo dobrze przemyślane, które będą zapewne wykorzystywane w przyszłości, w czasach robotów.

Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.
Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem.
Robot musi chronić sam siebie, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.

Pewna korporacja zajmuje się produkują robotów. Czyni je coraz lepszymi, pomocnymi człowiekowi. Odczuwają one jego wszelkie potrzeby, od fizycznych do psychologicznych; niby są pełne emancypacji, do momentu jednak, aż im coś nie cyknie by zawładnąć ludzkim światem, coś co działa w imie lepszego dobra . Del Spooner (Will Smith), jest policjantem, którego zadaniem jest kontrolowanie robotów, czy aby nie złamały jednego z praw im narzuconych. Nie ufa robotom. Kiedyś miał wypadek i robot zimno jak to robot przekalkulował, że lepiej gdy jego uratuje, niż dziewczynkę mała. Od tego czasu ma do nich uraz i sam, jako jeden z nielicznych, robota osobistego nie posiada. Jego przyjaciel, najważniejszy naukowiec pracujący w tej właśnie wielkiej korporacji, popełnia samobójstwo. Zostawia po sobie jednego szczególnego robota, którego jako jedynego z milionowej serii wzbogacił w większą odczuwalność, wręcz zdolność jakaś filozoficzna. Oto więc otrzymujemy rozmyślania nad tym, w którym momencie symulacja osobowości staje się duszą, sztuczna percepcja świadomością, a wszystko to owinięte w strzelaniny, pościgi, zwroty akcji, z których główny bohater wychodzi oczwiście cało. Strzeżcie się ducha w maszynie, strzeżmy się rewolucji robotów.

Niedziela 23/11/08. The Final Cut (2004)
Oto w niedalekiej przyszłości powstanie ciekawa usługa. Wystarczy wszczepić nienarodzonemu jeszcze dziecku implant rejestrujący wszystko od momentu jego narodzin, po to, by w chwili śmierci móc utworzyć ciekawą kompilację jego życia, pokazując jak bardzo wartościowym był człowiekiem. Tworzeniem tych kompilacji zajmują się edytorzy, którzy pod żadnym pozorem nie mogą mieć wszczepionego takiego chipa. W przeciwnym razie, gdy przed oczami edytora przelatują obrazy z żywotów niezliczonej ilości klientów, chip takiego edytora może być wart fortunę, szczególnie gdy przegląda on życie ludzi wpływowych, ludzi, których ujawnione sekrety mogą bardzo wiele znaczyć. W roli genialnego edytora, który powodowany sentymentalną ciekawością, wywołaną obrazem z jego ostatniego zamówionego montażu życia, chcąc tym samym odkryć prawdziwość czynu, który leży na jego sumieniu od głębokiego dziecinstwa, w edytora tego, o imieniu Alan Hakman wcielił się Robin Williams. Po raz kolejny orzekam, że bardzo dobrze radzi sobie ten aktor nie tylko w komedii.

Czwartek 06/11/08. A Scanner Darkly (2006)
Na początku zwlekałem z obejrzeniem filmu, chcąc wcześniej przeczytać książkę. Po obejrzeniu zwlekałem z opisem - książki bowiem nadal nie przeczytałem; najzwyczajniej jeszcze jej ani nie pożyczyłem, ani nie nabyłem. Film jest genialny jak Richard Linklater oraz Philip K. Dick, razem czy osobno. Richard to reżyser, a Phipil, to nieżyjący niestety już, genialny pisarz. Historia opowiada o dochodzeniowca w przebraniu, zwykłego mężczyzny, dzielącego swój dom, opuszczony przez jego rodzinę,  z sobie równymi, uzależnionymi od substancji D. Jego anonimowość jest wspomagana kostiumem obrazującym mieszanki losowych postaci - przez co jednocześnie każdym z nas. Otrzymuje zlecenie śledzenia samego siebie. Jego prawdziwa tożsamość jest bowiem w oczach dochodzeniowców, tajemniczym źródłem, może nawet dealerem narkotyku D. Substancja ta może doprowadzić do ogłupienia, rozpaczy, porzucenia przyjaciół przez ciebie, ciebie przez nich, wszystkich przez wszystkich; do izolacji, samotności, nienawiści, straty zaufania do siebie, aż do śmierci, powolnej śmierci. Mania prześladowcza, nieufność, stany paranoidalne - a może na to wszystko spojrzymy inaczej, gdy niebezpiecznie pełne zdrowego rozsądku okażą się te złudzenia.
20:55, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 lutego 2009
F.Scott Fitzgerald „Wielki Gatsby”

Szczerze to nie wiem co jest wielkiego w tej książce. To chyba była moja pierwsza książka zza oceanu. Toż to jest zupełnie inny sposób pisania, niż europejski; klasyczny, wpadająco głęboko w przemyślenia głownych bohaterów. Nie wiem czy jestem, czy dam się przekonać takiej literaturze, ale tym samym nie mówie, że jest zła. Jest odmienna, inna, jakby oglądanie obrazka kolorowego, gdzie prawie wszystko jest pokazane jak na tależu, bez przewrotności, udziwnień, tak jakby.

  • …ciesze się, że to dziewczynka. I mam nadzieję, że będzie głupia-to najlepsza rzecz dla kobiety na tym swiecie, być pięknym głuptaskiem.
  • Nauczmy się okazywać przyjaźń człowiekowi, kiedy żyje, a nie, kiedy już umrze. Bo wtedy to już, wedlug mnie, należy wszystko zostawić własnemu biegowi.
  • Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość.
niedziela, 01 lutego 2009
Swobodnych historyjek remanent
Sobota 23/06/07. Paris, je t'aime (2006).
Miła kompilacja etiud o Paryżu. Naprawdę dobrze jest czasem obejrzeć etiudki właśnie. Widzieć jak to znani i cenieni reżyserzy radzą sobie z zadanym tematem. Mamy tu takie nazwiska jak Gus Van Sant, Tom Tykwer, bracia Coen, a nawet odmienny tematycznie Wes Craven. Miłość w Paryżu w tak odmienne sposoby pokazana. Wysublimowana różnorodność smakowa.

Piątek 10/08/07. Little Miss Sunshine (2006)
Komedia niepowodzeń. Nic w tym filmie nikomu się nie udaje. Bo tak RichardGreg Kinnear), naszpikowany teorią sukcesu wieczny partacz nie jest w stanie bytu rodzinie zapewnić. Jego żona Sheryl (Toni Collette) kochająca matka, stara się jako tako karmić swoje dzieci, jak nie jedzeniem, to miłością. Syn Dwayne odmawia wszystkiego, nie rozmawia, uważając, że nic nie ma sensu. Frank (Steve Carell), brat Sheryl pozostaje pod opieka rodziny po probie samobójczej (po tym jak mu kochanek serce złamał). Wreszcie dziadek EdwinAlan Arkin), wieczny erotoman i heroinista, hedonista. Jedynie córeczka Olive jest pełna wiary i słońca, ona tylko podtrzymuje, zespala cala rodzinę. Kochana, okrąglutka Olive mobilizuje ich wszystkich by pojechali dla niej swoim starym rupieciem na konkurs malej miss. Zespalanie w porażce. Słodkie i dające wiele pozytywnej energii w najmroczniejszych otchłaniach depresjii.

Sobota 10/03/07. The 40 Year Old Virgin (2005)
Andy (Steve Carell), to czterdziestoletnia dziewica. Mieszka sam, jest 'doradcą handlowym', czyli doradza klientom w sklepie audio video. Jest wielkim kolekcjonerem action figures. Czterdziestoletni mężczyzna w szortach. Tak bardzo szanuje kobiety, ze trzyma się od nich z daleka. Przyszła jednak kryska na Matyska - i on w końcu musi mieć ten pierwszy raz, a pomoże mu w tym z wielkim poświeceniem, pracująca vis-a-vis pośredniczka eBaya, TrishCatherine Keener), około czterdziestoletnia mamuśka. Może to nie tak bardzo grubiańska komedia romantyczna, ale mimo wszystko za mało porywa i jeżeli nie trzeba, jeżeli nikt nie zmusza, można obejrzeć coś dużo lepszego.    

Tak dawno to oglądałem, że nie pamiętam. Kinky Boots (2005)
To mógł być dobry film, naprawdę. Pomysł jest pomyślny. Stara, angielska fabryka butów z wielkimi tradycjami popada w tarapaty finansowe. Nikt nie już kupuje butów, które mogą wystarczyć nawet cale życie. Charlie Price
dziedziczy po ojcu fabrykę. W jego rękach leży wyciągnięcie fabryki z kryzysu. Wpada na kontrowersyjny pomysł - zmienia polityke firmy, jej wizerunek, jej klientów. Zaczyna robić buty dla transwestytów, olbrzymie, czerwone kozaczki. Zrobić jednak damski but dla postawnego mężczyzny to nie lada wyczyn, szczególnie gdy chodzi o obcasy, mające wytrzymać dwa razy cięższe ciało. Pomaga mu w tym i inspiruje Lola, ratująca go raz z chuligańskiej opresji. Czyż nie świetna historia? Jak się może świetnie zawiązywać gdy Lola w męskim stroju pomaga projektować Charliemu kolejne modele butów, w małym konserwatywnie zapiekłym miasteczku. Coś jednak w tym filmie rozsypało. Mało w nim ognia, czegoś co by pociągnęło, bardziej zafascynowało.

Spójrz na obcas młody człowieku. Cały seks jest w obcasie.

Zapytaj jakiejkolwiek kobiety, co najbardziej lubi w mężczyźnie. Współczucie, delikatność i wrażliwość. Są to typowe cnoty kobiece. Prawdopodobnie kobiety sekretnie pożądają mężczyzny, który zasadniczo jest kobietą.

Nie produkujecie obuwia. Nie robicie butów. Tworzycie pól metrowy niepowstrzymywalny, cylindryczny seks.
15:32, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
Mlodziezowo i smiesznie
Piątek 07/11/08. Go (1999)
Wydawało mi się, że będzie to typowy film dla nastolatków, czyli: pusty, próżny, ale wysoce energetyczny. Zgadzam się tylko do ostatniego określenia i dodaje do niego przymiotnik: genialny. Petarda. Historia poszatkowana, czyli po opowiedzeniu historii ogólnej, zaczynamy oglądać wstawki z przeszłości, oraz historyjki, to co w tym samym czasie przydażyło się każdemu z bohaterów. Policjant Burke wchodzi w układ z dwójką aktorów Adamem i Zackiem, przyłapanymi na czynie bezprawnym, by pomogli mu znaleźć dojście do dealera z pewnego amerykańskiego miasteczka; godzą się iść na wabia. Simon (anglik), lokalny pośrednik pojechał akurat do Las Vegas z kumplami - za pośredniczenie bierze się Ronna (Sarah Polley), która za niego odbębnia zmianę przy kasie w sklepie samoobsługowym. U dealera Todda zastawia Claire (Katie Holmes) i jedzie po pieniądze do aktorów. Na miejscu wszystko się wali bo to przecież była pułapka. I tak, jej kumpel po drodze przedawkuje pigułki, ona wyrzuci cały towar do kibla, oszukuje dealera, wpada pod samochód i tylko Simon się świetnie bawi mimo, że wpada w dużo gorsze tarapaty z alfonsami z Las Vegas. Ogląda się ten film z zapartym tchem - niekończąca się impreza, niemożliwe do przewidzenia przypadki i nawet całkiem szczęśliwe zakończenie.

Niedziela 16/11/08. Jay and Silent Bob Strike Back (2001)
Jay i Cichy Bob nareszcie w rolach głównych. Robią to czego można się było po nich spodziewać. Dowiadują się co to internet, domyślając się z pomocą kolegi, że ktoś ich robi w konia tworząc o nich film bez ich wiedzy. Jadą do Hollywood nakopać tym co trzeba. Cale życie spędzili pod sklepem i oto przed nimi wielka wyprawa i jak każda wielka, pełna jest ona niespodziewanych przygód (akcja terrorystyczna, adopcja szympansa) odciągających od celu podroży. Po tym filmie można się spodziewać tego co po Jayu i Cichym Bobie; proszę oglądać i się nie dziwić. Do tego gwiazdy Gwiezdnych Wojen Mark Hamill i Carrie Fisher, popularni do bólu Ben Affleck, Jason Lee i Matt Damon, którym sprawujący nad wszystkim pieczę Kevin Smith małej rólki nie poskąpi. Ja tylko czekam na to by Jason Mewes (Jay) zaczął grać nie tylko w filmach Kevina.

Piatek 26/12/08. Knocked Up (2007)
Seth Rogen ostatnio robi się coraz bardziej lubianym aktorem. Dlaczego? Jego dowcipy są na poziomie przerośniętego nastolatka, na granicy niesmaczności, ale oto właśnie chodzi, że na granicy. Nie bałbym się nawet porównania go do Woddego Allena. Może chodzi tu o specyficzne poczucie humoru ludu izraela? Taka subtelność humorystyczna bardzo mi odpowiada i jakoś podskórnie do niej lgnę nawet. Sam film opowiada historie wiecznego właśnie nastolatka Bena, który poznaje na imprezie Alison, z którą spędza noc w stanie upojenia, co prowadzi do jej ciąży. Niby wszystko jak w życiu. Tyle, że on nie należy do grupy męskich doskonałości. Ona zaś radzi sobie w życiu całkiem nieźle, jest aktrakcyjna, pracuje w telewizji i ciąża z kimś takim jak Ben niekoniecznie może jej pomóc w karierze zawodowej. Bo on to przecież nie ma pracy, mieszka z kumplami, z którymi pod marichuanową chmurką robi wiecznie nie dokończoną stronę internetową. Jak taki mężczyzna ma stać się ojcem dla dziecka? Dobry to jest film, niepretensjonalny, miły sercu. Pocieszny, szczery i prostodusznie dowcipny.

Wtorek 20/01/09. Pineapple Express (2008)
Oto kolejna kreacja Setha Rogera do filmu według jego scenariusza. Wciela się w Dale'a, doręczyciela pozwodów sądowych, a praca ta wymaga nie lada umiejętności podejścia pozwanego - nikt nie chce otrzymać pozwu, a niedoręczony pozew jest pozwem nie ważnym. Ale nie o tym tu rzecz. Chodzi o narkotyki. O narkotyk o nazwie Pineapple Express. (A ja myślałem, że to film o ratowaniu albo napadaniu pędzącego pociągu). Dale wpada do swojego dostawcy, ciągle narajanego Saula (całkiem rewelacyjny James Franco). Spala z nim skręta specjalnego projektu Saula, skręta o trzech odpalaczach. Niby nic się ot tak nagle nie dzieje, tylko stopniowo zaczynają im się przydarzać niby realne, ale z lekką namiastką absurdu przeżycia. Są ścigani przez skorumpowaną policje i handlarza narkotyków, ukrywają się, płaczą, dobre chęci zaogniają coraz większe zniszczenia, a wszyscy zaczynają posługiwać się ich własnym, narkowycznym językiem. Jazda ekspresowa przez najeżone kaktusowe chaszcze przy jednoczesnym chlastaniu wędzonymi węgorzami umoczonymi w truskawkowym dżemie.
13:56, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »