Kategorie: Wszystkie | Dawno przeczytane | Film | Notki | Składanki | Wycieczki
RSS
wtorek, 26 maja 2009
Nie wkładaj palca między drzwi a futrynę
Istnieją moce, działania, ludzie, przyzwyczajenia, otoczenia, środowiska, których lepiej nie ruszać, nie starać się na nie wpływać, zmieniać ani gwałtem, ani dobrocią.

Sobota 08/02/09. Burn After Reading (2008)
W ręce obsługi fitness klubu trafia tajemnicza płyta CD z niezrozumiałymi danymi. Chad Feldheimer (Brad Pitt) najbardziej skoczny z obsługi, strzelisty i poruszający się wszędzie (jego zdaniem) jak (tleniona) ryba w wodzie, dochodzi do wniosku, ze są to tajne dane i za handel takimi można nieźle zarobić. Ze swoją koleżanką z pracy Linda Litzke (Frances McDormand), cierpiącą z powodu odmowy na jej 'odnowę biologiczna' znajdują właściciela płyty z danymi. Jest nim Osbourne Cox (John Malkovich), pracownik FBI. Wszystko byłoby w porządku, gdyby Chad nie był za bardzo do przodu, Linda za bardzo pewna swoich praw, a Cox nie był na skraju wybuchu psychopatycznego. Żeby zaplątać jeszcze bardziej swój scenariusz, bracia Coen uczynili zimną żonę Coxa, Katie Cox (Tilda Swinton), kochanką Harrego
(George Clooney), dotkniętego paranoją, byłego ochroniarza, który to spotyka się na randkach w ciemno z Lindą właśnie. Wszyscy popadają w manię prześladowczą, nadgorliwość, psychozę, a FBI CIA zastanawiać się tylko może jak mogło do tego wycieku danych do ambasady rosyjskiej dojść. Krwawa komedia omyłek.

Sobota 28/02/09. No Country for Old Men (2007)
Jest 1980 rok. W okolicach Rio Grande dochodzi do nieudanej wymiany narkotykowej. Giną prawie wszyscy. Na uciszoną już jatkę trafia Llewelyn Moss. Bierze pieniądze i cicho wraca do domu. Na tym jego historia mogłaby się skończyć. Postanawia on jednak być dobrym człowiekiem. Jeden z handlarzy jeszcze oddychał. Wraca by mu uratować życie. W okolicy pojawia się tajemniczy osobnik z metalowym baniakiem z rurką. Zatrzymuje go policja, której on bez słowa ucieka. Jest to Anton Chigurh (Javier Bardem), którego widzi się tylko raz w życiu, tuż przed śmiercią. Miejscowy szeryf Ed Tom Bell (Tommy Lee Jones) stara się zaprowadzić nad tym wszystkim porządek, w czasach, gdzie zbrodnie przekraczają wszelkie już granice. Anton i Llewelyn, jak dwie siły, będą deptać sobie po piętach. Obaj są uparci i nieodparci. Piękny pokaz pełni wirtuozerii braci Coen i pracujących u nich aktorów. Wielki pokłon dla jedynego chyba w jego karierze i jakże genialnego czarnego charakteru zagranego przez Javier Bardema.

Sobota 09/03/14. Mr. Brooks (2007)
Pan Earl Brooks (Kevin Costner) to bardzo porządna finansowa persona. Odnosi sukces. Jest poważany i uznawany za bardzo szlachetnego. Jego życie jest ustatkowane; piękna żona, córka. Ma jednak w sobie coś, co go bardzo wyróżnia. Uzależnienie od zabijania. Bardzo długo już kontrolował swoje drugie ja. Ono, albo raczej on, Marshall (William Hurt), bo tak go nazywa, zadecydowało za niego, że należy mu się nagroda, tak za odniesiony sukces, jak rowniez za bohaterstwo wstrzemięźliwości. Pan Brooks postanawia zabić raz jeszcze, ale tym razem po raz ostatni. Popełnia jednak błąd. Nie zasłania zasłonki w oknie swoich ofiar i fotograf podglądacz fotografuje go. Być może pan Brooks chciał w ten sposób wykiwać Marshala, kto wie? Fotograf, który kazał się nazywać panem Smithem szantażuje pana Brooksa. Nie zaniesie zdjęć na policje o ile pan Brooks zabierze go do na "robotę". Detektyw Tracy Atwood (Demi Moore), która szuka morderców z wielkiej pasji, zaczyna powoli wpadać na ślad fotografa. W okolicy, gdzie studiuje córka pana Brooksa, ktoś dokonuje pełnego przemocy mordu. Pan Brooks musi sobie jakoś z tym wszystkim poradzić. A miał to być tylko ten raz ostatni, mała nagroda i wielkie pożegnanie z jego alter ego, z Marshallem. Szczerze to nie przepadałem za Kevinem Costnerem, który charakteryzował się brakiem charakteru. W tym filmie, jako czarny charakter, wypadł znakomicie. I lepiej nie zadzierać z panem Brooksem.

08:56, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 maja 2009
Emilian Stanew
Są to książki, które to ojciec mój zaproponował mi przeczytać. Ciężko mi jest przypomnieć sobie dokładnie, czego one dotyczyły. Wiem, że w dwóch z nich chodziło o podstawę założenia sekty. Wiem, ze podziały one drastycznie i otwierająco. Dotyczą świadomego umiejscowieniu religii i wiary.

Emilian Stanew „Legenda o księciu presławskim Sybinie
  • ... człowiek nie miał władzy nad biegiem wypadków. Był zabawką w ręku Boga i Szatana i bronią, którą tamci dwaj ustawicznie sobie wydzierali.
  • ... ludzie nie mogli się żywić ani płodzić bez rozlewu krwi.
  • Ten, kto stworzył słońce, okazał wielkie miłosierdzie, lecz uczynił to nie ze względu z miłości do ludzi i zwierząt, a tylko z lęku, by nie zubożyć swego dzieła i nie pozbawić go blasku.
  • Kocham, albowiem siebie ukochałem. Oto klucz do tajemnicy Szatana ...
  • Szatan wymyślił widowiska, bo wiedział, że jego dzieci są ciekawe.
  • Dążąc do poznania człowiek dręczy siebie i innych.
  • ... człowiek bowiem niezdolny jest do współczucia, jeśli nie współczuje samemu sobie.
  • Są śmiertelni, a pragną nieśmiertelności, miłość, z której zostali poczęci, nazywają grzechem, zaś krwi lękają się nade wszystko, chociaż bez jej rozlewu nikt się narodzi ani nie zdoła wyżyć na tym świecie.
  • ... człowiekowi sądzone jest, aby istniał rozdarty pomiędzy Boga i diabła i z ich odwiecznej wrogości czerpał płomień, rozświetlający mu umysł i serce ...
  • ... każdy pod pozorami rozsądku tai w sobie szaleństwo, które osładza mu życie ...
  • ... prawdziwi święci nie są niewinni ani naiwni, bo zostają nimi grzesznicy, którzy poznali potęgę zła i wydobyli się z upadku, a sama niewinność, choć daleka od grzechu, jest fałszem, albowiem płynie z niewiedzy.
  • Potrzebują Boga, aby odpuszczał im winy, i diabła, aby znaleźć usprawiedliwienie dla samych siebie.
  • Człowiek zaznaje bezgranicznego zadowolenia zaprzeczając cudzym myślom, bo to utwierdza go we własnej pysze ...
Emilian Stanew „Tichnik i Nazariusz
  • O, mój Boże, czemuś i mnie nie stworzył głupcem, ażebym z czystym sumieniem oszukiwał samego siebie i Ciebie?
  • ... poważanie zmieszane z bojaźnią zwie się najgłębszym respektem.
  • ... ludzi jednoczy nie tylko wspólne wyobrażenie o świecie i celu własnego istnienia, ale także nienawiść do wszystkich, co nie podzielają ich myśli ...
  • ... człowiek jest rozdwojony, i choćby posłać go do raju, z własnej woli zejdzie do piekieł, ot tak, dla rozmaitości.
Emilian Stanew „Łazarz i Jezus
  •  ... człowiek bowiem skwapliwie odrzuca i potępia wszystko, co wprawia w rozterkę jego umysł.
piątek, 22 maja 2009
Gdy zemsta może być piękna

Czwartek 30/04/09. Saibogujiman kwenchana (2006) czyli I'm a Cyborg, But That's OK

Osobiście mam wielką sympatię do filmów o szpitalach psychiatrycznych. Ten zaś w wykonaniu magicznego reżysera Chan-wook Park'a jest piękną historią, nasyconą przemianami, doświadczaniem, akceptacją. Ciekawa to historia i miałem wielką nadzieję, że większym formacie będę mógł się nasycić wersją książkową. Niestety, nie jest to adaptacja książki. To po prostu genialny scenariusz. Film opowiada historie dziewczynki Cha Young-goon, która chce się zemścić na białych kitlach, na lekarzach, za to, że zabrali jej babcie. Dziewczynka trafia do domu dla obłąkanych, po tym jak zaczyna wierzyć, że jest cyborgiem i dlatego też nie może jeść; musi jedynie lądować się prądem zmiennym lub stałym. To kolejna analiza zemsty, tym razem ubrana w bardzo przemyślane kroki siedmiu grzechów głównych, innych niż nam znane. Te nas oczyszczają i czynią gotowym do zemsty.

Współczucie jest najgorszym z siedmiu grzechów głównych. (...) następnymi są: bycie smutną, zaniepokojoną, wąchającą się przed czymkolwiek, bezwartościowo rozmarzoną, pełną poczucia winy, wdzięczną.

W szpitalu poznaje magicznego chłopca, który pozwala chorym pozbyć się ich dolegliwości, lub tez tego, co im przeszkadza, utrudnia życie. Cha Young-goon prosi go by odebrał jej współczucie, bo bez niego nie może rozpocząć swojej zemsty. Pełno tu kolorów, magii, bajkowości, życia w odchyleniu.

Piątek 01/04/09. Boksuneun naui geot (2002) czyli Sympathy for Mr. Vengeance

Film ten na początku, może być odebrany, jako zbitek groteskowych miniatur filmowych, nasyconych kolorami, kontrastami, gdzie dźwięk, jako że główny bohater jest głucho niemy, gra bardzo ważną role. Później jednak, film ten stopniowo zaczyna obracać się w dramat, którego powagi nie wszyscy jego uczestnicy są świadomi. Więcej w nim obrazów niż słów. Wszystko zaczyna się rozpadać; to, co ma się nie udać, na pewno się nie uda. Słyszymy wtedy krzyk niemowy. Obrazy, mimo rozpaczy i dramatu, nadal nie przestają być piękne. Chan-wook Park wspaniale powiązał zemsty wielu bohaterów. Każdy swoja zemstę modeluje i każdy w niej pokłada nadzieje zadośćuczynienia. Subtelne przemieszczanie się bohaterów dramatu jest nie lada sztuka, a Chan-wook Park ta sztukę osiągnął, mimo, że krwawą drogą.

Głuchoniemego artystę wspierała jego siostra, do czasu, gdy sama nie zachorowała. On porzucił sztukę i zaczął pracować, opiekując się siostrą. Jedynym dla niej ratunkiem była transplantacja nerki. Brat postanowił oddać jej swoją. Miał on jednak inną niż ona grupę krwi i to wezbrało w nieprzewidziane okoliczności dramatyczne. Brat postanowił oddać swoją nerkę skupowi organów w zamian za właściwą. Musiał im za to słono zapłacić. Został oszukany. W szpitalu cudem znalazł się dawca. Jednakże na zakup nerki potrzebne były pieniądze, które już dal oszustom. Ze swoją przyjaciółką postanawiają porwać córeczkę upadającego, acz bogatego jeszcze właściciela. Wszystko miało być po przyjacielsku, bez ofiar, bez traum. Gdy raz jednak przekracza się granice, nie sposób jest się cofnąć. Wszyscy bohaterowie dramatu brną coraz to bardziej, staczają się, a czyny nasycone zemsta oślepiają ich. Brat chciał tylko pomoc siostrze. Jest to genialne rozpoczęcie trylogii o zemście.

Wiem, że jesteś dobrym człowiekiem, ale czy ty wiesz, dlaczego ja musze Cię zabić?

13:20, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 maja 2009
George Orwell „Rok 1984”
  • ... żyło się, z nawyku, który przeszedł w odruch ...
  • Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość; kto rządzi teraźniejszością, w tego rękach jest przeszłość.
  • Ortodoksyjność oznacza niemyślenie, brak potrzeby myślenia.
  • Ortodoksyjność to nieświadomość.
  • Gdyby nie istniał w pamięci genetyczny zapis o innym, lepszym życiu, czy obecny świat wydawałby się aż tak obrzydliwy?
  • Przeszłość wymazywano, o fakcie wymazywania zapominano, i kłamstwo stawało się prawdą.
  • Zawsze krzycz to, co inni, taka jest moja zasada. Tylko ona gwarantuje bezpieczeństwo.
  • Zatrzymano historię. Istnieje tylko nieograniczona teraźniejszość, w której Partia ma zawsze racje.
  • ... nietrudno jest udawać wierności ideologii, o której nie ma się bladego pojęcia. To prawda, że partyjny światopogląd najłatwiej dawał się wpoić ludziom o zbyt ograniczonej inteligencji, aby mogli go pojąć. Bez protestu akceptowali nawet najjaskrawsze wypaczenie rzeczywistości, bo nie rozumieli w pełni potworności tego, czego od nich żądano, a ponadto zbyt mało interesowali się aktualnymi wydarzeniami, aby zdawać sobie sprawę z grozy sytuacji. Niewiedza pozwala im zachować zdrowe zmysły. Przełykali wszystkie kłamstwa, i to bez najmniejszego dla siebie uszczerbku, bo przelatywały przez nich – nie strawione – niczym kamyki przez układ pokarmowy ptaka.
  • Dopóki pragniesz być człowiekiem, nawet jeśli to nic nie daje, wygrywasz z nimi.
  • ... całą produkcję pochłaniają działania wojenne, których jedyny cel to uzyskanie lepszej pozycji do prowadzenia takich działań w przyszłości. (…) Podstawowym celem działań wojennych jest zużywanie wytworzonych towarów bez podnoszenia stopy życiowej obywateli.
  • Społeczeństwo hierarchiczne musi opierać się na nędzy i ciemnocie, aby sprawnie funkcjonować.
  • ... najlepszymi książkami są te, które mówią nam, co już wiemy sami.
  • Z punktu widzenia warstwy dolnej, żadna odmiana historyczna nie zmieniła niczego oprócz nazwy panów.
  • Masy nigdy nie buntują się same z siebie i nigdy tylko dlatego, że są ciemiężone. Dopóki nie mają skali porównawczej, nie zdają sobie nawet sprawy z ucisku.
  • Nigdy, z najwzniośleszego powodu, nie można pragnąć zwiększenia bólu. Chce się tylko jednego: by zelżał. Nic na świecie nie jest tak straszne jak ból fizyczny. W obliczu bólu nie ma bohaterów ...
  • Może to, czego człowiek pragnie najbardziej, to nie tyle być kochanym, ile rozumianym.
  • Rzeczywistość mieści się w mózgu.
  • Jeśli chcesz wiedzieć, jaka będzie przyszłoś, wyobraź sobie but depczący ludzką twarz, wiecznie!
  • Kiedy człowiek spada z wysokości, nie jest tchórzostwem łapanie się liny. Jeśli wynurza się spod wody, nie jest tchórzostwem wciąganie powietrza w płuca. To odruch, którego nie sposób się wyzbyć.
wtorek, 19 maja 2009
Aktywności w Trójmieście
Wpadliśmy (jednak) ponownie do słonecznego miasta. I cóż z tego ze trochę mżyło? Ważne, że wesele było. Tance, rozmowy, gafy i napoje z bąbelkami.



Po uspokojeniu błędnika, spacerek, kawka i rybka (i uruchomili już fontanny).



Notka o nieczytaniu

Czytajcie książki, bogate, pełne, sycące. Przecież one tak nas poszerzają, otwierają, dogłębiają. Możemy się przy nich cieszyć, płakać, drzeć, rozpaczać, napełniać się szczęściem. Otrzymujemy bezpośrednio do naszego mózgu zastrzyk emocji, obrazów, które pochłaniamy jak swoje własne, staja się nasze, my jesteśmy bohaterami każdej ksiązki. Nie musimy przeżywać czegoś, by poznać uczucia powstające w szczególnych okolicznościach, w każdym miejscu w czasoprzestrzeni, w naszej rzeczywistości, w rzeczywistości sztucznie stworzonej, by przeprowadzać nas przez wymyślone doświadczenia, ku przemyśleniom z nich płynącym. Jak można odstępować od takiej rozkoszy umysłowej?

14:11, czokczok , Notki
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 maja 2009
Miłe i słoneczne wibracje
Środa 01/04/09. Punch-Drunk Love (2002).
Barry Egan (Adam Sandler), człowiek spięty i lekko nerwowy, właściciel małego biznesu, staje się posiadaczem harmonium. Dziwny jest z niego człowiek, co wynika z jego rodzinnej sytuacji. Jako jedyny mężczyzna wśród przytłaczających go sióstr, które chcą mu pomóc w usamodzielnieniu się, utrudniając mu tym samym życie, ma prawo do niekontrolowanych ataków agresji. Na jego szczęście poznaje on, niestety przez jedną z jego sióstr, Lene Leonard, kobietę aktualnie samotną. Przez nią i magiczne harmonium wszystko zaczyna nabierać kolorów; nagle ktoś komu wystarcza praca i kawalerskie mieszkanie pragnie jechać na Hawaje. Scenariusz bardzo dobrze wymodelowany, idealnie dla Adama Sandlera, pełen epizodów uzupełniających, uzasadniających calom historię. Uspokajająca, choć chorobliwa muzyka, słońcem kolorowane przejścia między scenami. Duży ukłon w stronę właściciela sklepu z materacami, Deana Trumbella (Philip Seymour Hoffman), który myślał, że może zburzyć  cudownie stworzone szczęście Barrego. Reżyser zas nie wypadł bynajmniej krowie spod ogona, bo to Paul Thomas Anderson, reżyser takich filmów jak Magnolia (1999) , Boogie Nights (1997) i osławiony już There Will Be Blood (2007).

Piątek 10/04/09. Ogród Luizy (2007)
Oto czesane słońcem dzieło polskiego kina. Jak miło jest czekać i się doczekać, czuć, że nadal umiemy robić filmy dobre. Fabian 'Fabio' Sawicki, oprych, pozwala się zamknąć w domu dla obłąkanych, w celu uzyskania przydatnego papieru na niepoczytalność. Mecenas 'Kaleka' Frankowski go oto prosi; Fabio jest jego jednym z lepszych żołnierzy. W szpitalu tym pracuje wesz ludzka, sanitariusz Marian, którego podnieca sprawianie bólu. Trafia pod jego skrzydła córka przyszłego burmistrza Luiza. Była całkiem normalna, póki nie przejrzała na oczy, widząc inną rzeczywistość, póki jej cześć nie została porwana przez złowrony. Teraz musi się strzec, by jej pozostała cześć nie została przez nie porwana. Fabio zaprzyjaźnia się z nią. Sanitariusza Mariana stawia na baczność, za milczącą zgodą psycholog Anny; nie może znieść jak taka glista chodzi po ziemi bez karnie. Gdy udaje mu się wyjść, słysząc że Marian znowu się rozwesela, porywa Luize, a Marian dostaje to, co mu było pisane. Odtąd Luiza mieszka w pożyczonym przez niego domu, a tam pielęgnuje ogród, pielęgnuje spokój. Film w reżyserii Maciej Wojtyszko, autora filozoficznej literatury dziecięcej: Tajemnica szyfru marabuta, Bromba i inni. Nic dodać, nic ując, tylko oglądać mając miłe szemranie za uszami.

Musisz lubić dziś, to dziś ciebie polubi, a o wczoraj zapomnij, to ono zapomni o tobie. (...) O jutrze nie wolno; ono nie jest nasze. O świcie, do każdego przyjeżdża woź i przywozi mu jego jutro, ale wcześniej nie wolno tego dotknąć, bo nie wiadomo czy będzie Twoje.

Nasze spotkanie to kwiat.

Środa 06/05/09. Ghost Town (2008)
Bertram Pincus jest gburowatym dentystą angielskiego pochodzenia, mieszkającym w Nowym Yorku. Nie cierpi ludzi, a jako dentysta może im sprawnie zatkać buzie sączkiem, by móc w spokoju pracować. Zgłasza się na mała operacje, z której wychodzi inny. Widzi ludzi, których inni nie widza. Ciężko jest być, gdy nikt inny Cie nie widzi, a gdy ktoś w końcu Cie zauważy to pełnia szczęścia. Otóż podczas operacji Bertram umarł na kilka minut; w sumie to nic ważnego, nic takiego. Z tego jednak powodu widzi zmarłych. Zmarli zaś, którzy się włóczą po ulicach miasta, robią to, ponieważ nie mają załatwionych interesów na Ziemi. Bertrama jednak zupełnie nie obchodzi los, ani żywych, ani umarłych, jednakże nie radzi sobie, przyciskany przez gromady umarłych biegających za nimi, budzących go w nocy, nachodzących go w jego gabinecie. Pojawia się niedawno umarły Frank Herlihy, który oświadcza, że odsunie od niego innych umarłych, jeżeli on, zajmie się jego sprawą. Chodzi o odciągnięcie jego byłej żony od niefortunnego jego zdaniem małżeństwa, w które ona chce się wpakować. Słonce jest się w stanie otworzyć nawet dla tych, którzy uważają, że go zupełnie nie potrzebują.

08:51, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 maja 2009
Rewizor
Ta oto książka idealnie nadaje się, bo w tej właśnie chwili mam ochotę łamać krzesła. Takie dziełka każdy czytać powinien.

Mikołaj Gogol „Rewizor
  • Nie przeczę, owszem, Aleksander Macedoński był niewątpliwie bohaterem, lecz po cóż łamać krzesła?
  • Jak człowiek mądry, to albo pijak, albo taką małpę ze siebie robi, że obraza boska.
niedziela, 10 maja 2009
Trójmiasto kwietniowe

Urlop w Posce zaczął się intensywnie, kontynuował spokojnie i zakończył się esksplozją zdrowotną. Z lotniska do Gdyni na chwile tato mnie zabrał o potem prosto na Owcze Pole. Tam spędziłem noc miłą i pomogłem nawet deski przykręcić.

Następnego dnia wieczorem z bratem do Sopotu na imprezowanie, a w sobote rano do Olsztyna. Cudownie było w Olszynie. Była natura piękna,

starówka wieczorna

i filmy, które moje uczucia jak po żwirze przeciągnęły. Jakże ja przepadam za takimi spacerami, swobodnymi rozmowami. Wróciłem, by w Gdańsku z koleżanką czasu ogromy spędzić na rozmowach. Nastał poniedziałek, tydzień spokoju. Odwiedziłem na Cmentarzu Obrońców Wybrzeża pomnik "Cnotki", która kiedyś na Skwerze Kościuszki dumnie symbolizowała walki narodu radzieckiego, a którą to tato mój na dzień 1 maja cudownie ją przyozdobił z kolegami.

Wtorek był dniem ważnym i żalu pełnym; pełen szacunek. Wieczorem małżeństwo przyjaciół swoich odezwałem i oby im się dobrze wiodło. Nastała środa - udało mi się ją spędzić w pomocy koleżance w gromadzeniu materiałów do jej pracy, by potem w Sopocie w miłym towarzystwie wieczorek spędzić i cudwny film obejrzeć w kinie brata, DKF Marcello. W czwartek czekałem na wielką imprezę, ktróra nastąpiła w piątek, ale tak wielka nie była. Czwartek najspokojnie spędziłem, na spacerach, na czasu przemijaniu.

Na szczeście w piątek odbyłem moją ulubioną wędrówkę po galerii SKM graffiti

i spokojny czas po ulicach Gańskach mi przeminął spokojnie.

Sobota, słoneczna, weselna, wódczana, taneczna, konwersacyjna i jakże przez to wszystko miła. Poranek niedzielny, jakże ciężki, jakże intensywnie mi udowadniał jak równo w siebie wlewałem, sprawiedliwie i z każdym.

Pożegnałem się z tymi, z którymi udało mi się jeszcze i ze słońca wyleciałem, wlatując między chmury. Taka po prostu bywa pogoda w UK i nic na to poradzić nie można.

09:17, czokczok , Notki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 maja 2009
Orzeł

Kiedyś tato mój pojechał na saksy by na rodzine zarabiać. Długie swoje poza domem przebywanie spisał rzetelnie i z wdziękiem niezaprzeczalnym. Był to czas wielkich przemian i przez to pamiętnik nabrał wielkiego waloru historycznego. Tak oto powstał blog jego, Kronika Optymisty. Po zakończeniu umieszczania dzieła tego, po osiemnastu latach od jego spisania, po upłynięciu kolejnego roku, tato mój wysłał swój dziennik, zciśnięty do kilkunastu stron, na konkurs Polityki. Oto do czego doprowadził - proszę nie omieszkać kliknąć. Czapki z głów.

10:03, czokczok , Notki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2