Kategorie: Wszystkie | Dawno przeczytane | Film | Notki | Składanki | Wycieczki
RSS
środa, 17 maja 2017
Majorka, dzień ósmy - Formentor

Po 11 pojechaliśmy na zachód, na Cap Formentor. Zatrzymaliśmy się przy małym punkcie widokowym.

Później dojechaliśmy na sam czubek Formentor, aż do latarni. Tłumy ludzi tam stało, siedziało. Jadąc na szczyt mijaliśmy wiele grup rowerzystów. Ale przy latarni zabrała pierwsza jaką widzieliśmy na Majorce grupa motocyklistów. Jedyne zmotoryzowane jednoślady jakie widywaliśmy wcześniej to były skutery.

Zjechaliśmy z powrotem na południe i zatrzymaliśmy się na skrytej między skałami plaży, Cala Figuera. Zostawiliśmy samochód na parkingu i poszliśmy stromą górską scieżką do plaży. Posiedzilismy chwilkę.

Podczas gdy zwykle na plażach znaleźć można jedynie owalne kamienie, niespoykanie dużą część stanowiły tutaj kamienie podłużne, obłe. Nazbierałem kilka do kolekcji. Ruszyliśmy z powrotem. Zatrzymalismy się po drodze przy głównej grupie wijącego się skupiska punktów widokowych, Mirador de Mal Pos.

Kupiliśmy sobie lody. Przeszlismy się i ruszylismy dalej. Dojechaliśmy do Port de Pollenca. Zaszlismy na placyk i w Casa Vila zjedlismy obiadek. Na szczęście zdążyliśmy przed 16. Między 16 a 19 większość restauracji ma przerwę. Wrócilismy do naszego studia. Zostawiliśmy Mikiego i przeszliśmy się z Martą na plażę. Okazała się całkiem spora i ładna, nie jak okolica, upstrzona tanimi sklepikami dla turystów. Wielu przestrzegało nas przed odwiedziem Magaluf, gdzie zbierają się wszyscy angielscy turyści, gdzie huczy tania impreza, plastik i wiocha. To miejsce najbardziej z odwiedzanych miasteczek skojarzyło mi się z opisami Magaluf, dlatego ucieszyła na zwyczajnie ładna plaża.

niedziela, 14 maja 2017
Majorka, dzień siódmy - z Soller do Alcudia

Opuściliśmy Soller. Przejechaliśmy tuż koło opactwa Lluc, ale oparliśmy się jego urokowi; nie przyciągnęły nas ani tłumy sędziwych turystów, ani tłumy cyklisów. Zatrzymaliśmy się za to jadąc dalej na północ, w miejscowości Pollenca. Poszliśmy na kawkę. Przeszliśmy się po miasteczku.

Wspięliśmy się po 365 schodach, po Calvari Staircad, aż do kapliczki. To jedno z lepszych pomysłów tradycji katolickich, tworzyć strome wejścia w celu umęczenia ciała i jego zwycięstwa nad duchem, w sam raz dla tych co lubią wspinaczki. Zawsze to atrakcja po spacerach po li tylko uliczkach.

Zeszliśmy z powrotem. Wyjechaliśmy.

Dojechaliśmy do Port d’Alcudia przed 3pm. Trochę pokluczyliśmy szukając naszego aprtamentu.  Okazał się ono tylko studiem z aneksem kuchennym w sypiącym się, starym wieżowcu. By odzyskać morale, zebraliśmy się po 16 i pochaliśmy do miasta Alcudia, odwiedzić stare miasto.

Spacerowaliśmy po uliczkach szukając restauracji, ale wszystkie były albo jeszcze zamknięte, albo za drogie. W końcu, po 18, usiedliśmy w jednej, tuż pod murami miasta, Cervecerria Santa AnnaZamówiliśmy sześć tapasów. Było drogo, ale było też wyśmienicie. Wypiłem sobie pierwsze craft beer na Majorce. 

sobota, 13 maja 2017
Majorka, dzień szósty

Ruszyliśmy jak to w zwyczaju naszym, przed 11. Dojechaliśmy do Fornalutx. Przeszliśmy się po malowniczych uliczkach,

przepełnionych roślinami doniczkowymi, ustawionymi pod oknami domów. Zatrzymaliśmy się na kawcę małym placyku.

Potem przeplątując się przez ulice miasta Soller wyjechaliśmy na południe trzy kilometrowym tunelem, płatnym niestety. Skraca on drogę na południe od Soller prawie o połowę; zamiast wspinać się i stromo sepentyną zjeżdżać, można ten odcinek pokonać prostym jak strzała tunelem. Zaraz przy wyjściu z tunelu znajduje się Jardines de Alfabia, ogród stworzony na podobieństwo raju. Bilety trochę drogie, ale park jest bardzo malowniczy, z rzadko spotykanymi roślinami.

Zamiast tunelem, drogę powrotną pokonaliśmy stromizmami. Dojechaliśmy do Soller, w końcu. Siedzieliśmy póki co tylko w porcie miasta Soller. Teraz jednak odwiedziliśmy to malownicze miasto. Zjedliśmy przekąskę w Oasis Bar, restauracji umiejscowionej w ogrodzie, ze stolikami stojącymi między palmami. Tuż przez jego bramą przejeżdżały co jakiś czas charakterystyczne czerwone tramwaje miasta Soller.

Potem przeszliśmy się po miasteczku. Wróciliśmy do portu, na plażę. Posiedzieliśmy chwilkę, poszliśmy sobie na lody i wróciliśmy do naszego apartamentu.

piątek, 12 maja 2017
Majorka, dzień piąty - 5 kwietnia

Po 11 wyjechaliśmy na wycieczkę. Wspinając się krętą drogą dojechaliśmy najpierw nad Embassament do Cuber, a potem to Gorg Blau. Wzdłuż pierwszego wiele osób wędrowało. Przy drugim nie było żywej duszy.

Ruszyliśmy dalej, dalej pod górę. Mijaliśmy się z wieloma rowerzystami. Zbliżaliśmy się przecież do ich ulubionego wierzchołka, Coll dels Reis (682m) gdzie droga zawija się pod samą siebie tunelem. Po kawce i serniku zjechaliśmy na sam dół serpentyną do Port de Sa Calobra.

Zostawiliśmy samochód na parkingu i przeszliśmy się dwoma tunelami do Torrent de Pareis. Niestety było za zimno na kąpiele.

Usiedliśmy i zaczęliśmy z nudów układać wieże z kamieni. Wróciliśmy do portu i zjedliśmy paellę. Rozesłaliśmy kartki z wakacji i ruszyliśmy w drogę powrotną, stromo pod górę i z powrotem z góry.

czwartek, 11 maja 2017
Majorka, z Bendinat do Soller - 4 kwietnia

Opuściliśmy Bendinat przed 11. Pojechalismy górzystą stroną wyspy (mając do wyboru przejazd mniej oszałamiającą autostradą). Po 11 dojechaliśmy do punktu widokowego Ricardo Roca. (Trafił się nam malunek grzybka które setabcn na Majorce rysuje).

Później pojechaliśmy dalej i dojechaliśmy wioseczki Estellenecs.

Do Torre del Verger dojechaliśmy po 12. Jadąc dalej zatrzymaliśmy się we miasteczka Deia. Zjedliśmy tam mały obiadek, sałatki, makaron, rybkę, kurczaka. W okolicach tego miasteczka znajduje się domek pisarza Roberta Gravesa. Nie wsptąpiliśmy jednak do niego. Przejechaliśmy obok. Do Port Soller ,miejsca naszego następnej kwatery, dojechaliśmy po 15:30. Wieczorkiem przeszliśmy się po porcie, zrobiliśmy zakupy w supermercado i tak zakończyliśmy nasz dzień.

środa, 10 maja 2017
Majorka, dzień trzeci - 3 kwietnia

Przed południem pojechaliśmy do Palmy. Przeszliśmy się Av de Jeaume III, Passeig del Barn.

Zwiedziliśmy Katedrę. Olbrzymia. 

W niej dziwne dzieło po prawej stronie ołtarza, tworzona przez 5 lat instalacja Miquel Barceló. Zdecydowała jego popularności, ale odbiór bywa mieszany.

Ołtarz jest przyozdobiony dziełem Gaudiego, opartym na jego projekcie, ale nie wykończonym przez niego.

Przeszlismy się później po mieście, napotykając ciekawe murale, arytsty SOMA

oraz innych, ciekawych również

zaliczyliśmy prawdopodobnie sławną ciastkarnię Ca Na Cati. Wróciliśmy na parking i pojechaliśmy do Portals Vells, miejscu skąd prawdopodobnie wydobywali kamienne bloki do budowy katedry w Palmie. Dotarliśmy tam po 14. Wypiliśmy kawkę w jedynej otwartej w okolicy restauracji, ale raczej nie grzeszącej znamienitością Es Repos. Przeszedłem się po jaskiniach, Cova de la Mare de Deu, skąd wydobywali kamienne bloki. Znajduje się tam wykuta w skale kapliczka, starsza od  Katedry w Palmie. Przestrzenie są oszałamiające.

Przeszliśmy się z Playa de Mango na na wschód położoną Playa del Mango. Zapomniałem, że jest do plaża nudystów i w istocie kilkoro z tego prawa korzystało. Zawróciliśmy do Palmy po 16. Znowu postanowiłem kluczyć po małych, ciasnych uliczkach, by niepodziewanie napotkać murale. Tak oto poznaliśmy dzieła Joan Aquilo

ponownie, twory SOMA

oraz innych, pomniejszych, ale równie ciekawych twórców


Wygłodzeni wylądawliśmy w Carrer d’Orfila przy małej restauracyjce. Sznycel, pierożki, burger i sałatka. Potem wrócilismy przez Supermercado do naszego pokoju.

wtorek, 09 maja 2017
Majorka, dzień drugi - 2 kwietnia

Rano, po śniadaniu pojechaliśmy do Valldemossy. Przeszliśmy się przez niedzielny market.

Poszliśmy na kawkę do baru S’Olivera, gdzie napotkaliśmy pierwsze grupy cyklistów odpoczywających przy kawce. Potem zwiedziliśmy opactwo, gdzie Frederyk Szopen spędził z George Sand zimę roku 1838.

Po 13:00 wróciliśmy do Bendinat. Usiedliśmy na godzinkę na plaży Cala Portals. Pojechaliśmy do Palmy. Przeszliśmy się wschodnią jej częścią.

Na Placa Coll zjedliśmy obiad, w restauracji Rustic. Nic specjalnego. Kilka tapasów. Potem poszliśmy przez plac Marquez del Palmer, Placa Major.

Na zakończenie dnia pojechaliśmy na spotkanie przygody/zagadki. Adevenutre Room – Excalibur; jest to typ Escape Room, zabawy polegającej na rozwiązanie zagadki, znalezienia wyjścia z pokoju w zadanym czasie, najczęściej godziny. Zmieściliśmy sie dokładnie w dozwolonej godzinie, wyszliśmy tuż przed zakończeniem. Cała zabawa polegała na znajdowaniu w pokoju części numerycznych kombinacji do kłódek, które otwierały kolejne części łamigłówek. 

poniedziałek, 08 maja 2017
Majorka, dzień pierwszy - 1 kwietnia

Wylądowaliśmy w Majorce o 13:30. Dojechaliśmy o 14:30 do naszego pierwszego noclegu w Bendinat, do Cecyli i Juana. Rozpakowaliśmy się i poszliśmy na spacer do Portals Nous nad plażę Oratori. Przeszliśmy się do Puerto Porals, wzdłuż mariny. Potem wróciliśmy do naszego pokoju by samochodem zajechać na 19:00 do Casa Paco, restauracji w centrum Portals Nous. Pealla z farbowanego atramentem kałamarnicy ryżu, krewerek i kalmarów. 


To był nasz pierwszy dzień z dwóch tygodni poróży po Majorce.

14:47, czokczok
Link Dodaj komentarz »