Kategorie: Wszystkie | Dawno przeczytane | Film | Notki | Składanki | Wycieczki
RSS
czwartek, 29 czerwca 2006
Altered States i ogrodnictwo

"What dignifies the Yogic practices is that the belief system itself is not truly religious. There is no Buddhist God per se. It is the Self, the individual Mind, that contains immortality and ultimate truth (...). Now I know where the Self is. It's in our own minds. It's a form of human energy. Our atoms are six billion years old. We've got six billion years of memory in our minds (...). Memory is energy! It doesn't disappear - it's still in there. There's a physiological pathway to our earlier consciousnesses. There has to be; and I'm telling you it's in the goddamned limbic system (...). We're all trying to fulfill ourselves, understand ourselves, get in touch with ourselves, face the reality of ourselves, explore ourselves, expand ourselves. Ever since we dispensed with God we've got nothing but ourselves to explain this meaningless horror of life".

Altered States (1980). Debiut Williama Hurta. Film Kena Russella.

Trzy dni naprawialem szkody w ogrodzie, uczynione przez zaniedbanie. Nie bede mowil, ze przez chwasty, ze przez szybki przyrost. W poniedzialek kosilem trawe, wyrywalem wszystkie mleczo i babko podobne chwasty. Pewien jestem rozpoznania TYLKO ostow i pokrzyw. Reszte roslin wyrywam, jezeli  rosna na przekor i jak chwast sie zachowuja. Jeden gatunek jest szczegolnie napastliwy. Nie potrzebuje korzenia zeby egzystowac, a jezeli takowy posiada to jest on slabiotko przytwierdzony do ziemi. Lodyga jego oraz liscie uzbrojona jest w czepliwe narzedzie, moze lepiace, moze haczykowate. Zaczynajac od ziemi, wspina sie po innych roslinach, przesuwajac sie rosnac, tak ze jego koncowka marnieje, podczas gdy poczatek wzrasta ku gorze i tak wlasnie lepiac sie wedroje po roslinie. Pokrzywy i osty maja wiecej godnosci. Podobne wlasciwosci posiada wszelkiego rodzaju winorosl. Przyczepia sie solidnie do scian budynkow, obrasta lodygami i korzeniami wokol drzew. Wczoraj, w srode, trzy taczki winorosli pnacych wywiozlem na zielone smieciowisko. Staralem sie przystrzyc je elektrycznym sekatorem, ale urzadzenie to dzialalo tylko do skonczenia przycinania jednego krzaczka. Winorosl wypelzla na odleglosc jednego metra poza ogrodzenie, miescowo utwierdzona korzeniami. Jej lodygi, pnacza, mialy az do 4 metrow dlugosci. Wtorek byl dniem wyrywania partyzantow, osobniczych roslinek roznego gatunku wyrastajacy gdzie tylko sie da, mimo tego, ze nie udaje im sie wystarczajaco silnie korzeni zaposcic. Z dnia na dzien z ogordu zaczynaja sie wylaniac poszczegolne rosliny zasloniete do tej pory przez przerosle trawy i chwasty wyrosle przez zaniedbanie oczywiscie.

10:30, czokczok , Notki
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 czerwca 2006
Johnny Mnemonic

Ten film nie jest taki zly, naprawde. Keanu Reeves nie jest dobrym aktorem i nie nalezy sie po nim wiele spodziewac, ale oddaje czasami klimat czlowieka bez wyraznej przeszlosci bedacym tylko tym co robi, ktory staje sie tym jedynym, ktory moze ocalenic ludzkosc: "You know, all my life, I've been careful to stay in my own corner. Looking out for Number One... no complications. Now, suddenly, I'm responsible for the 'entire f***ing world' " I jezeli ktos bardzo lubi Kitano to dla niego tez warto obejrzec ten film - Kitano jest taki jak zawsze, lekko ironiczny i nawet jak zabija, nawet jak cierpi, to sie smieje pod nosem. Jest jeszcze ktos: Henry Rollins "Don't be a bigger asshole than you have to"

13:31, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 czerwca 2006
Trzy dni

Wczoraj, w poniedzialek, widzialem film, ktory zamorowal mnie dokonujac na mnie sparalizowanym operacji mozgu. Eternal Sunshine of the Spotless Mind. Nigdy wczesniej, od czasu obejrzenia innego wstrzykujacego sie w mozg filmu Vanilla Sky, nie czulem takiego udezenia psychiczno emocjonalnego. W trakcie ogladaniu obu tych filmow czulem powolne oczyszczanie umyslu z przeszlych emocji. Po tych filmach czulem sie odnowiony, oczyszony, lekki, optymistyczny, jakbym sie ponownie narodzil, jakbym sie obudzil, jakbym na oczy przejzal.

dygresja z flimu nie bedaca argumentem do wczesniejszej wypowiedzi: Valentine's Day is a day invented by greeting card companies to make people feel like crap.

Poza tym: nigdy wczesniej nie widzialem wystarczajacego dowodu na to ze Jim Carrey jest bardzo dobrym aktorem (bo grac w komediach nie jest rzecza prosta i malo kto z wielkich sie odwazy). Tak jak pokazal w Tuman ShowMan on the Moon tak tutaj dokazal.  

W niedziele pojechalismy do Castle Howard. Sam wjazd na ta posiadlosc podkresla jej wielkosc. Wielki postument, brama w wielkim okazalym murem, wielki obelisk. Pozniej wielki ogrod, wielki park z wielka fontanna z wielkim Atlasem podtrzymujacym wielka kule ziemska. Wielkie jezioro zakonczone akurat slabym wodospadem, splywajacym kanalem do nieco wiekszego wodospadu, ktorego woda przeplywa pod wielkim, kamiennym mostem, a w oddali widac wielka budowle. Dalej, wielka swiatynia czterech wiatrow. Potem las, taki jak w Polsce, ale upiekszony drzewami, roslinami z calego swiata. Wieczorem widzielismy film Nathalie. Na poczatku lekko go potraktowalem. Dnia nastepnego uszanowalem i jako bardzo dobrego go od teraz uznaje. Film niedoslowny. Film o emocjach. Przeczytalem dwa slowa z jednej z recenzji : ze jest to film o czekaniu i milczeniu.

13:11, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 czerwca 2006
Transpulper

Ogladalem wczoraj Transportera. Dawno nie widzialem tak pretensjonalnego filmu. Muzyka jest bardzo doslowna i opiewajaca bohatera ratujacego 395 chinczykow zamknietych w konterze. Schemat jak z filmow z Jean Cloude van Damme z lekka pretensja Snatch'a. Wiecej sie spodziewalem po Jasonie Satham po filmie Snatch. Ale konwencja byla najwyrazniej, film akcji + sztuki walki. Pierwsza czesc nawet ciekawa - nowy zawod, transporter: przewozi cokolwiek : ludzi, walizki. Trzy zasady: zadnych nazwisk, nie zmieniac szczegolow po zleceniu, polowa przed polowa po, nie zagladac do tego co sie transportuje. Druga czesc zaczyna sie gdy bohater zaglada do tego co przewozi... Najlepszy jest koncowy kawalek filmu. Frank, glowny bohater, gdy juz znajduje wlasciwy kontener zostaje rzucony przez herszta bandy (z ktorym sie wczesniej troche pokopal) na pobicie przez czterech zlych. Rozdziela sobie po dwoch drzwiami konteneru, a potem zamyka ich w nim. Potem bije sie zapedzony do stojacego autobusa ze innymi zlymi. Zli wyciagaja stalowe rurki z autobusu (w kazdym autobusie leza wczesniej przygotowane stalowe rurki), ale Frank ich pokonuje (nie zabija, bo jest bylym zolnierzem, a zolnierze - wedlug tego filmu - sluza do ratowania ludzi) i zamyka autobus na cztery spusty, przycistkiem "uwaga-zlodzieje-ratunku-policja". Zwiazuje sweterkiem innych dwoch zlych, a reszte zagania do hangaru. Wylewa na podloge olej i zaczyna sie slizgac po podlodze. Potem zaklada noski od pedalow kolarzowki (ktora przypadkiem stala w hangarze) i skacze stabilnie na noskach po olejowej powloce, podczas gdy inni nadal sie slizgaja. Gdy wpadaja nastepni zli z karabinami znowu slizga na tylku do wyjscia. Zeskakuje do wody z wiekszym zlym jako zywa kamizelka kuloodporna. Dobiega do zwiazanych sweterkiem, zabiera sweterek bo juz ma dosyc bicia. Starym gruchotem sciga zlych z kontenerem, potem (gdy gruchot sie zagotowal) porywa samolot i skacze na paralotni na dach pedzacej ciezarowki z kontenerem, przeslizguje sie po drodze pod jej podwoziem-podobna sztuczke wczesniej wykonywal po czolgiem Johny Rambo, aby ostatecznie ladnie zaparkowac na poboczu i uwolnic uwiezionych. I wtedy wlasnie leci najslabszy podklad muzyczny jaki slyszalem.

Jason Satham jest bardzo swiezym aktorem, a jego partnerka filmowa i jej filmowy ojciec maja juz za soba duzo wiecej filmow i nie wiem co bardziej promowalo film, swiezy twardziel czy azjackie gwiazdy. Przeczytalem ze Jason wyplynal jako model French Connection (FCUK), ktory byl sponsorem flimu Stock, Block and two Smoking Barrels i byl na tyle dobry ze zagral w nastepnych filmach Guy'a Richie'go : Snatch i Revolver. Te filmy sa dobre. Ale to co robi Luc Besson to wiocha na calego. Nie wiem jak udalo mu sie nakrecic The Fifth Elementh, bo cala reszta (procz jeszcze Leona) ktora rezyseruje, przedstawia, produkuje, macza palce to ciaplasta papka, czyli filmy akcji, z elementami walk wschodnich przyprawiona delikatnym humorem i pulsacyjnym przyspieszaniem projekcji.

17:14, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 czerwca 2006
Niebo i parkowe zacisza

Sobota: Newby Hall. Niedziela: Harewood. Oba miejsca sa NAPRAWDE warte odwiedzin.

Newby Hall przystraja pieknie zaprojektowany ogrod z waskimi sciezkami, surowymi, kamiennymi schodkami, zakamarkami, zaciszami w ktorych w czasie swego powstania odbywaly sie nieliczne zaloty. Ogrod posiada czesci bardziej otwarte, otoczone zywoplotami, z malutkami fontannami, oraz krete drozki, w ktorych az milo sci zgubic. Druga dobra strona Newby to Sculpture Park. Jezeli ktos byl w Yorkshire Sculpture Park to napewno nie znalazl tego co mozna tutaj znalezc. Tutaj trasa przez niego prowadzi kreta (poprzecinana rzeka) drozka na poboczach ktorej umieszczono 35 rzezb nie przesadzajacych przerostem formy nad trescia, a nasyconych swiezoscia pomyslow. Yorkshire Sculpture Park (wylaczajac instalacje swietlna, ktora jest niepodwazalnie genialna) jest w duzej czesci nudny.

Harewood. Jest duzo wiekszy. Odbywaja sie tam imprezy okolicznosciowe, koncerty. Polozone jest kolo jeziora polaczonego wodospadem z rzeka. Jezeli ktos byl w Tropical World to uzna je za szare i smutne w porownaniu z Bird Park, ktore zostalo tutaj zalozone. Sa tu tez piekne ogrody wlaczajac w to Himalayan Garden (z monumentem uswiecajacym Budde, kaskada i kamiennym mostkiem przecinajacym rzeczke) oraz duzy plac zabaw dla dzieci. Na poczatku podziwialismy ptaki:

Pozniej idac wokol jeziora, poprzez Himalayan Garden przeszlismy przez kladke

i szczesciem, buszujac w pokrzywach i ostach udalo mi sie uchwycic szumiacy wodospad

środa, 14 czerwca 2006
Mala wycieczka - male wodospady

Pojechalismy w okolice Skipton. To bylo chyba 4 czerwca. Dzien wczesniej bylem u kolegi na urodzinach. Bylo naprawde milo, jakby wstep przed festiwalem. Zdrzemnalem sie na kanapie, wstalem o 7.30 (dziwne ze jezeli nie mam budzika nastawionego na wczesniejsza godzine, budze sie ostatnio o 7.30 - nawet w czasie festiwalu: CYK i wstaje; patrze na zegarek 7:30) i pojechalem do domu. Wyjechalismy okolo 11. Dojezdza sie do Skipton. Potem droga B6160 mija sie Kilnsey Crags, skaly skrobane przez druzyny wspinaczkowe.

     

Potem przejezdza sie przez Kettlewell

ale bardzo delikatnie by nie wystraszyc owieczek. Wiele na tej trasie napotyka sie bram, kettle gate na ktorych uprasza sie o zwolnienie. Przejezdza sie przez mostek i dalej mija sie Starbotton, Buckden. Za Buckden mozna sie zatrzymac i popatrzec na naprawde bardzo malutki wodospad wyplywajacy ze skaly, doslownie saczacy sie z kilku pekniec.

Raz bylem juz tutaj. Chyba zamiescilem jedno zdjecie tego miejsca z lutego tego roku. Dokladnie 3 lutego. Zmieniamy droge: skrecamy w lewo do A684 i wjezdzamy do Aysgarth by podziwiac nieco wieksze splywy wody.

Wyzej, idac w gore rzeki (trasami dokladnie opisanymi przez drogowzkazy) mozna chyba dojsc do wiekszego wodospadu (bo ten MiddleFall) jest taki sobie, jak widac z reszta) a idac w dol, (wracajac do mostka i kierujac sie dorgowskazami) dochodzi sie do nizszego ktory jest nieco wiekszy (LowerFall). Przy wodospadach znajduje sie jeszcze maly kosciolek z cmetarzem.

Jedziemy dalj A684 i dojezdzamy do Hawes. Mozna tu cos zjesc, nie tylko w porze lunchu. (we wczesniejszych barach i pubach serwowanie konczy sie o 2pm -koniec lunchtime i zaczyna dopiero o 6pm - pocztek dinnertime). Mala miescina i tez jest w posiadaniu malego wodospadu.

 

Teraz uwaga! Z Hawes jedziemy droga na polnoc, droga ktora dojezdza prostopadle do drogi B6160. Jest stroma, kreta, BARDZO wysoko polozona. Jeden niewlasciwy skret i mozna sobie zrobic krzywde, naprawde...

Jezeli slabo to obrazuje stopien zagrozenia i jednoczesnie aktrakcyjnosci drogi...

Sama droga jest sama w sobie warta podziwiania, ale jest takie jedno male miejsce zwane Butter Tubs. Znajduje sie mniej wiecej w polowie drogi miedzy Hawes a B6160. Nie jest oznaczone tabliczka niestety, ale jest to jedyne miejsce z wyraznym miejscem na parkowanie.

             

Bo nasyceniu sie widokiem tych pni skalnych ukazanych w peknieciu proponuje dojechac do konca drogi, az do dojazdu do B6160. A potem, jak kto chce sie przejechac jeszcze raz trasa urwista - POLECAM uczynic to wielokrotnie.

poniedziałek, 12 czerwca 2006
Bylem w Donington Park

Festiwal Donwload!

Piatek: Przyjechalismy okolo 2pm. Rozbilismy namiot, piwko po drodze i zaleglismy na trawie ogladajac z daleka SoulFly. Dostalismy sie do srodka na czas Deftones, nic szczegolnego, nic przyciagajacego, typowy mlodziezowy zespol kultowy, ktory ma z kultu tyle ile ktos komus innemu powiedzial ze jest taki wlasnie, mimo ze wcale takim byc nie musi, wystarcza ze trafia. Do mnie nie trafil - ruszylismy szybko ku innej scenie. Cathedral, lekki heavy-metal. W czasie wedrowek miedzy scenami mozna bylo spotkac ludzi z wyobraznia. Ze wszystkich zespolow dopiero tool mogl cos pokazac, ale nie pokazal, bo tool to tool, i nie jest dla wszystkich, tylko dla publiki wybranej, ktora potrafi bardzo daleko dac sie zaciagnac przez wokaliste. Tool nie zagral bisu, tylko mowil: Its really nice to smell you again. Zagral ostani otwor i jednoznacznie sie odlaczyl od pradu. Przed snem spagetii o smaku maki z cukrem, browarek, lekkie oplukanie po ciemku i dobranoc.

Sobota: Ranek, sniadanie, rezygnacja z prysznica. Zaleglismy na trawie przed ... nie pamietam przed czym. Do glownej sceny wdrapalismy sie na Arch Enemy - death metalowy zespol z kobiecym growlingiem. Dochodzac do sceny glownej zobaczylismy wnuczke i babcie. Babcia tez musiala kiedys jezdzic na festiwale jezeli dala sie namowic przez wnuczke. Jeszcze bardziej nieprzytomnie zaleglem na trawie czekaj na zbawienie. Zagral Alice in Chains. Katar sienny w polaczniu z podgrzewaniem sloncem zza bezchmurnego nieba nie przynosi mi wiele radosci. Alice z nowym wokalista poradzil sobie i oddal swoj stary klimat. Potem chcielismy szybko dojsc na przemowienie Henrego Rollinsa, ale sie zaplatalismy w kierunkach i tylko dzieki polskim fanom muzyki rokowej znalezlimy nie odkryty wczeniej przed nas namiot Snickersa - druga wielka scena. Tam zagral Opeth, ktory jest dobry ale dla bardzo w temacie. W tym samym czasie na duzej scenie gral KoRn bez wokalisty. Jego brak zastapiono wokalistami z innych zespolow, ktorym calkiem dobrze szlo. Sam nie wiedzialem bo sluchalem Opetha. Wyskoczylem z niego zduszony powietrzem ciezkim. I powoli zajalem pozycje przed zespolem Metalica. Chlopaki zostawili widownie sama sobie przez godzine co doprowadzilo do wojny na plastikowe butelki ktore przelatywaly przez cala widownie. Dla niektorych szczesliwie butelki byly puste lub napelnione woda lub innym napojem pitnym. Do innych dolatywaly butelki wypelnione moczem. W koncu Metalica zagrala. Dali bardzo dobry koncert i przy okazji zaszczycili publicznosc wyborem jej na swietujaca z nimi 10 rocznice wydania albumu Master of Puppets. Grali do 11.30pm. Byli swietnie zorganizowani. Dobra robota. Podobno kazdy swoj koncert zaczynaja fragmentem z filmu Zly i brzydki. Tak tez stalo sie na Donwload. Rozpoczeli Creeping Death, zajechali Fuel. Zagrali jeszcze kilka innych i potem wstawka filmowa zagrali wszystkie utwory z plyty Master of Puppets. Pieknie Oriona zagrali, pieknie. Byli oczywiscie przygotowani na bisy. ONE byl klasycznie genialny. Ogolnie zagrali jak zagrac powinni. Ale gdyby ich poprosici o inna aranzacje lub o inny utwor to by tak ladnie nie zagrali. Wszystko maja dokladnie zaplanowane i rewelacyjnie im to wychodzi. Przed snem zazylismy zupki chinskie, a ja jeszcze dopchalem kukurydza.

Niedziela: Ile mozna pic? Mozna wiele. Zalegalismy pakujac sie. Zalegalismy wlekac sie po sklepikach festiwalowych. Na kocert trafilismy dopiero na 6pm na PRODIGY. Oni naprawde rozruszyli widownie. Az niekotorzy powskakiwali na slupy podtrzymywujace namiot, z ktorych to musieli zeskoczyc naciskani przez reszte widowni przez wymaganie Prodigy :get f**k down! Guns'n'Roses. Swietni choc Axel ma swoje wymagania i nastroje. Zle byli naglosnieni. Ale jak sie Axel obrazil i wyszedl naprawili wszystko. Co utwor kazdy z muzykow gral solo, a byli to muzycy rewelacyjni. Koncert lekki. Publicznosc musiala ognisko sobie zapalic z nudow. Ale byl to dobry muzycznie koncert. Serio. November Rain krolowal. Potem szybko do samochodu i do domu. Pa pa Donington Park.

Metalica wielkim widowiskiem byla. PRODIGY rozgrzalo publicznosc do opetanego plasu. Alice in Chains oddala klimat. KoRn bez wokalisty dal rade. Guns'n'Roses pokazal muzyczny warsztat.

środa, 07 czerwca 2006
Jest coraz gorecej ...

Tak to juz jest latem, czego czasami bardzo nie lubie, tego pocenia sie, zapachu pocacej sie ludzkiej skory. Ale za to sa ladne widoki, slonce ladnie przygrzewa. A calkiem niedawno, gdy bylismy w Malhalm jeszcze deszcze wystepowaly, jeszcze wiaterek zimny powiewal. Slonce zas na zlosc wszystkim wyszlo pod sam koniec wycieczki.

                       

                  

 

Ladnie sie bardzo zrobilo. Ja lubie wlasnie taka roznorodosc, czasem deszcz, czasem wiatr, czasem slonce, a nie jak teraz - slonce i slonce.

Bylismy tez w Temple Newsham. Ma ladne miejsca, ale jest naprawde slabo zadbana. Na tym zdjeciu widac jedno z nilicznych ladnych miejsc, a moze to juz jest tak daleko ze nie zalicza sie do terenow Temple Newsham?

Maja maly parczek ze zwierzetami hodowlanymi, swiniami, kozami, krowami, konmi, czyli to co w Polsce spotyka sie zwykle na wsi - widac u nich to jakby rzadkosc cos takiego widziec:

Lepszy jest Golden Acre Park, naprawde. Mniejszy, ale ladniejszy. Oto on:

                             

A jak tego samego dnia chcielismy wstapic do innego Parku, zaczelo padac, potem swiecilo slonce, potem znowu padalo i gdy myslalem ze juz swieci wystarczajaco, wyjechalismy z domu, a nad centrum wielka deszczowa chmure przywialo i nas troche zachaczyl deszcz, zawrocilem. Potem, jakby na pocieszenie niebo pokazalo podwojna tecze. Ciezko czasami cos zaplanowac w Angli, gdzie w pogada zmienia sie na przestrzeni kilku minut.

poniedziałek, 05 czerwca 2006
Solar Tower

W 2008 roku, w srodku australijskiej pustyni zostanie zbudowana wielka sloneczna wieza - naturalne zrodlo energii - Solar Tower Power Plant. Wysoka na 1 kilometr wieza postawiona na talezu o srednicy 6 kilometrow poktrytym bateriami slonecznymi bedzie zasilala populacje okolo 120 tysiecy ludnosci.

                   

Na tej stronie pokazana jest animacja obrazujaca proces czerpania energi z nagrzanego powietrza : http://www.solarmissiontechnologies.com/project_technology.htm.

Podobna stoji juz w Hiszpani - Solar Chimney Manzanares. Wysoka na 194 metry, szeroka na 240 metrow. "Talez" zostal zbudowany z prosokatnych paneli slonecznych.

                    

Zrodla:

http://www.sbp.de/en/fla/mittig.html

http://www.solarmissiontechnologies.com/project_technology.htm

12:15, czokczok , Notki
Link Dodaj komentarz »
Malham - Birmham Rocks - Fountains Abbey

Malhalm. Zaczyna sie w miasteczku. Idzie sie wzdluz rzeki na zacho. Potem odbija na polnoc. Idzie sie polna droga nie przeczuwajac nadchodzacych, zatykajacych dech w piersiach widokow.

Mijajac z prawej strony bialy domek wchodzi sie w kwiecista doline. I to nie taka jak w parkach, tylko prawdziwie dzika. Droga nadal prowadzi wzdluz rzeki. Wchodzi sie stroma droga i zeszczytu powala na nogi wielki wodospad. Dolina kwiecista speszyla moj aparat i byl w zbyt wielkim podziwie by wlasciwie uchwycic obraz genialny, ale na szczescie aparat znajomych nie byl az tak delikatny i ulaj fachowo najpiekniejsze przejscie w Yorkshire.

Wystarczy ze powiem ze wodospad byl zbyt genialny by dac sie sfotografowac. Wychodzac z doliny dochodzi sie do drogi asfaltowej. Skreca sie w prawo. Przechodzac przez pole namiotowe po lewej stronie ulicy dochodzi sie w ogormnych skal

                

...z pomiedzy ktorych wyplywa strumien.

                    

                    

Idac dalej przez pola, gubiac droge, niebedac pewnym czy idzie sie droga wlasciwa, kuszonym powrotem zjezdzajaca do wioski Malhalm dorga, dochodzi sie do niespotykanych formacji skalnych. Wielka biala sciana skalna

na szczycie popekana totalnie

Inne ciekawe glazy mozna spotkac rowniez kolo Skipton, niedaleko Fountains Abbey - Birmham Rocks. Glazy poukladane jeden na drugim w ukladach naturalnej rownowagi.

A samo Fountains Abbey jest to piekne opactwo, podobne do Bolton Abbey, tylko ze dwa razy wyzsze i wieksze :). Okreslenie Fountains, bierze sie (chyba) z wodnych ogrodow ktore za opactwem zostaly zalozone. Sztuczne jezioro ze sztucznymi wysepkami na ktorych stoja posagi. Kladka z kamieni przecinajaca rzeke jest tutaj za bardzo bezpieczna. Zdecydowanie lepsza jest w Bolton Abbey gdzie kamienie sa mniejsze i bardziej oszlifowane przez czas i wode. Za wodnymi ogrodami jest maly park z jeleniami.

 
1 , 2