Kategorie: Wszystkie | Dawno przeczytane | Film | Notki | Składanki | Wycieczki
RSS
piątek, 29 czerwca 2007
O filmach Boyle i lekkie naskoczenie na Leonarda

Danny Boyle. Wedlug mnie, chce on przez swoje filmy powiedziec cos, o czyms w czym sie mozna tak bardzo zapomniec, by nie musiec myslec o rzeczywistosci wyjsciowej, gdy widzi sie juz zupelnie inna rzeczywistosc. W "Trainspotting" byly to narkotyki. W "The Beach" byl to raj. W "Sunshine" bylo to Slonce. Jednak sposob w jaki to pokazuje jest pelen poezji. W jego filmach wszystko plynie.

Poniedzialek 30/04 - Sunshine (2007). Mimo ze tak bardzo podobny do Event Horizon (1997), to mimo wszystko, ten film gatunku Sci-Fi, jest poezja o fascynacji, moze nie genialna, ale nasycona potrzeba odczucia osiagniecia najwyzszego szczescia. Kazdy czegos szuka, kazdy chce cos poczuc gleboko w sobie, by moc umrzec w szczesciu. "Trwaj chwilo, jestes piekna" jak to Faust rzecze, wiedzac, ze po tych slowach jego dusza, zgodnie z cyrografem, wpadnie prosto do piekla.

Czwartek 28/06 - The Beach (2000). W tym filmie bohaterowie szukaja idealu. Znowu potrzeba realizacji najwyzszego odczucia, poteznego udezenia szczescia. Richard spotyka Daffego, wspolzalozyciela komuny mieszkajacej na idealnej wyspie z wewnetrzna, odcieta od oceanu plaza. Daffy jest juz stukniety, juz przeszedl prawie na druga strone. Zostawia Richardowi mape. To co sie dzieje na wyspie podobne jest do zachowan dzieci w ksiazce jak i filmie "Wladca much". Zawsze znajdzie sie ktos kto zginie, kto zostanie zdradzony, kto odklei sie od rzeczywistosci. Za kazdy raj trzeba czyms zaplacic.

Nadal wierze w raj. Ale teraz chociaz wiem, ze to nie jest miejsce ktorego sie szuka, poniewaz nie jest to tam gdzie idziesz. To jest tym co czujesz w pewnym momencie swojego zycia, gdy jestes czescia czegos i jezeli znajdziesz sie w takiej chwili... bedzie ona trwala wiecznie.

Nigdy nie odmawiaj zaproszenia, nie opieraj sie na niewiadome (...). Otworz sie i doswiadczaj. A jezeli to boli, to znaczy ze bylo tego warte.

Dlaczego Leonardo Di Caprio musi tak czesto grac takie "kutwy" (zaczynajac od "The Man in the Iron Mask" gdzie lepiej mu wyszla rola wlasnie zlego krola, a nie dobrego, w ktorej to wygladal jak panienka o emocjach z porcelany)? Czemu musi grac slabych i jakichs niedowartosciowanych dupkow, ktorzy klamia, mszcza sie, dziecinnie histeryzuja? Czy to co czai sie w oczach jego kreacji, ta histeria strachu przed wiszaca nad nim przegrana, jakby na wejsciu juz niegodzil sie za zadne skarby z przegrana, co jest jego wytlumaczeniem dla niegodnego zachowania "lowelasow", to jest jego prawdziwa ja? Aktorstwo nie powinno polegac na pelnoprawnym odgrywaniu samego siebie, gdy w swiecie rzeczywistym byloby to nieakceptowane, zle widziane, negowane. U niego raz to jest histeria (powstala w wyniku braku akceptacji ze strony ojczyma "This Boy's Life" jak tez braku akceptacji ojca "The Quick and the Dead" i doslowna w "What's Eating Gilbert Grape" ), a raz szalenstwo. Chociaz w filmie "The Aviator" jakby uswiadomil sobie swoje szalenstwo i jakos z twarza staral sie wyjsc z tego. W innych niestety albo ranil bliskich ("Total Eclipse"), albo niszczyl swoje zycie ("Catch Me If You Can" uciekajac przed samym soba). Jakby chcial sie zemscic ze swoja krzywde, prawdziwa albo wymdumana. Bardzo ladnie zagral w "The Departed" chlopaka do bicia, chlopaka od brudnej roboty, wrzucanego z pocalowaniem reki w bagno, by klamac i sie psic. Pelnia poswiecenia dla sprawy, podobna jak w "Gangs of New York", gdzie wchodzi w laski mordercy swojego ojca, przywodcy wrogiego gangu po to by sie zemscic. Czesto wlasnie znajdzie sie w jego rolach motyw do zemsty. Prawdziwa szlachetnosc pokazal jedynie w "Romeo + Juliet", a nutke przerysowanego poswiecenia pelnego romantyzmu w "Titanic". Choc z drugiej strony nie mam wcale nic przeciw jego umiejetnosci gry aktorskiej. Chodzi mi o bohaterow przez niego odgrywanych, choc moze tez rzecz w tym ze nie lubie aktorstwa tak jednolitego.


20:32, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 czerwca 2007
Rozwazania

A chcialem napisac o wysnuwaniu pewnych wnioskow, wiec to czynie. Zastanawialem sie nad sumieniem, czym ono jest. Wyskoczyla mi odpowiedz, ze jest to sterownik, zaprogramowany podczas naszego dziecinstwa. Popelnianie czegokolwiek niezgodnego z naszym sumieniem sprawia nam bol, lub co najmniej wielka trudnosc. W dziecinstwie za zle czyny bylismy karani i wyrobily sie w nas odruchy bezwarunkowe. Teraz boimy sie czynic cos niezgodnego, cos "zlego". Ludzie od tego wolni zdobywaja czasami wiecej. Kradna, zabijaja bo sie tego nie boja. I wygrywaja. Zabijanie w imie religii, ojczyzny jest tez "zabijaniem", ale czynimy to z mniejszym trudem bo jestesmy usprawiedliwieni, bo znalezlismy obejscie poprzez nasz sterownik, sumienie. Sam nie wiem czy postepujemy dobrze bo czujemy ze to jest dobre, czy moze dlatego, ze boimy sie postepowac zle. Czytalem gdzies, ze czynienie zla uwalnia, czy wtedy to czlowiek czuje sie naprawde wolnym. Wiem, ze do czasu. Chodzi mi o to, skad to uczucie? Poczucie braku ograniczen? Uwolnienie sie od sumienia? Oczywiscie nie chce podwazac systemu moralnego, ktory jest wspolny dla wiekszosci religii.

Zaczalem o tym myslec rozwazajac problem zdrady. Czy jest naprawde tak bardzo zla? Jedni mowia, ze nigdy, ze zdrada to koniec. Inni, ze to poprawia problem w zwiazku - ci poprzedni mowia, ze do naprawiania problemu potrzebna jest rozmowa (ale niektorzy potrzebuja wstrzasu by sie otrzasnac). Inni znowu powiadaja, ze milosc wszystko wybaczy, ze jezeli zdradzony nie wybaczy, znaczy, ze nie kocha (ale z drugiej strony pojawia sie pytanie, czy moze ten co zdradza nie kocha?). Nikt nie jest panem drugiej osoby (przynajmniej te czasy sie koncza). Nie powinno podchodzic sie do ciala partnera w sposob wlasnosciowy. Milym jest gdy czuje sie gdy partner jest jakby przedluzeniem reki, gdy jest tym samym cialem. Ale nie jest, niestety. To jest odrebna jednostka. Oczywiscie, ze przyrzeka sie, sklada obietnice na slubie - ale czy to z drugiej strony oznacza, ze mozna sie wyszalec przed slubem, a potem juz byc wiernym? Moim zdaniem, jezeli pojawia sie zdrada, prostym jest wnioskiem, ze zwiazek ma problem. Ktos kogos zaniedbuje, lub po prostu nie pasuje. Ale jak bardzo mozna zdrade wybaczac. Czy chodzi o wielkosc serca? Czy kalkulacja, zycia przeszlego wzgledem przyszlego pomoze w podjeciu decyzji? Czy zdrada seksualna, czyli cielesna (bo tylko o takiej mowie, poniewaz duchowa to inna historia) jest czyms nie waznym, tak jak podanie reki, jak przytulenie? Chociaz przytulenie czesto bywa czulsze od seksu.

23:23, czokczok , Notki
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 czerwca 2007
O filmach dywagacje

Az trudno w to uwierzyc, ale filmy sa tak bliskie rzeczywistosci, ze patrze na nie jak na rzeczywistosc, ze tak sie dzieje na prawde. Ale tak nie jest. Najbardziej klarowne sa dramaty starozytne, sztuki teatralne, komedie. Czuje ze to tylko forma, rozrywka, ktora ma wywolac napiecie, wypatrywanie w nerwach co sie stanie glownemu bohaterowi, lub tez ogolna wesolosc, nasmianie sie z jego potkniec, ktore on (jako aktor) kreuje po to tylko by sie z niego smiac (grajac jednoczesnie postac bardzo dramatyczna). Z filmami jest to bardziej niebezpieczne. Oczywistym sie staje, po dlugim czasie stycznosci z filmami, ze samochody z reguly nie wybuchaja gdy spadna ze skarpy, albo gdy uderza w drzewo, sciane, ze to nie jest zadna bomba samozaplonowa, ze stoly i barierki nie sa zbudowane z balsy, a szklo z delikatnego, tlukliwego tworzywa. Ze przy uderzeniu piescia w twarz przeciwnika nie slychac zadnego huku, tylko cichy chlast. Zas tlo akcji tak bardzo bliskie zyciu codziennemu sie staje, ze ja czasami trace orientacje. Czuje sie lepiej gdy widze czlowieka bez twarzy z pila lancuchawa, bo wiem jak jest dalekie od mojej rzeczywistosci. Ale rezyserowie, scenarzysci tak mocno naciagaja autentyczne, lub tworza nowe historie, tak szczegolnie akcentuja ich dramatycznosc, sensacyjnosc, ze gubie sie. Komedie to komedie i jakos latwiej mi do nich nabrac dynstansu. Jeszcze gorzej moze byc z filmami pornograficznymi. Tak sie mozna w to wciagnac, ze wydaje sie, ze wszyscy naprawde robia to wszedzie, lub co najmniej mysla o tym bez przerwy. Co do myslenia bez przerwy to mam nadzieje ze jest to normalne. Wracajac do tematu. Musze to sobie zapisac, by traktowac kazdy film, jako dzielo wyobrazni specjalnie podrasowane by zainteresowac odbiorce i nie jest tworzone po to by je nasladowac, tylko solidnie przetlumaczyc na jezyk rzeczywistosci, ktora bez upiekszaczy i akcentow wyglada na calkiem normalna. A kto chce ogladac codziennosc? W sumie coraz wiecej jest takich ludzi, stad wielka popularnosc reality show - ale to juz co innego, to jest zwyczajna potrzeba ludzka by siedziec caly czas w oknie i patrzec na zycie sasiadow, by podsuchiwac ze szklanka przy scianie. Ale z drugiej strony, to dlatego powstaly powiesci, bo ludzie lubia podgladac. Ale nie wszyscy i dlatego wszelkie historie w kazdej formie moglbym podzielic na podgladactwo, nauke, rozwrywke ze wzajemnym sie zawieraniem. Jezeli zas zaczniemy podwazac samo istnienie filmow, fikcji literackiej to dlaczego tyle czasu poswiecamy na rozmowy o wymyslonych historiach? Dlaczego nie mozemy sie zajac soba? Tylko po to by wlasnie nie myslec o swoim zyciu, by sie odseparowac na chwile, by zatonac w innych realiach, bo to relaksuje, odpreza? "Patrza w puste lornetki butelek, dyskutujac o amerykanskich filmach" Myslovitz. Moze tez po to by poprobowac sobie innego zycia, przezyc kawalek czegos innego, czego nie mozemy miec? "To czego sie najbardziej boisz, nigdy sie nie zdarza, ale to czego najbardziej pragniesz, rowniez nigdy nie nastepuje. To jest roznica miedzy zyciem i fikcja. Mam nadzieje ze to jest dobre. Ale nie jestem przekonany do konca" PKD.

21:00, czokczok , Notki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 czerwca 2007
Z podziekowaniem dla Iwony, ktora rzucila mi troche swiatla na problem lewej strony

Wspominalem wczesniej cos nie cos na temat teoryjek lewej strony i obraczki. Oto jakie sa fakty.

Fakt 1. Noszenie obraczki na trzecim palcu lewej reki pochodzi od Gekow i Rzymian, ktorzy nosili je by bronic sie przez zlem polaczanym z lewa reka. - to stad

Fakt 2. Nie bylo zbiegiem okolicznosci, ze w 300 roku pne czwarty palec lewej reki zostal wybrany jako palec na ktorym nosimy obraczke. Lekarze tamtych czasow wierzyli, ze nerwy z tego palca prowadza prosto do serca. - a to stad

Fakt 3. Lewostronny ruch pochodzi od pelnych przemocy czasow feudalnych. Jako ze wiekszosc ludzi jest praworeczna, noszenie broni w tej wlasnie rece mialo wiekszy sens. Widzac obcego na drodze, bezpieczniej byloby mijac go z lewej strony, tak by bron znalazla sie miedzy Toba a Twoim oponentem. Francuzi zas (Fakt 4) postapili odwrotnie. Ich zamozwanczy cesarz, Napoleon Bonaparte, byl leworeczny. Dlatego tez jego armie musialy maszerowac bo prawej stronie drogi, tak by on mogl trzymac bron miedzy soba a nadjezdzajacym wrogiem. Od tego czasu w kazdej koloni francuzkiej podrozuje sie po prawej stronie; reszta pozostala lewostronna. - a to zas stad

Dobrze jest wiedziec jak jest.

10:10, czokczok , Notki
Link Dodaj komentarz »
Znowu o zlu i troszke o zemscie

Sroda 07/03 - Code inconnu: Récit incomplet de divers voyages (2000)
Brutalny film o uwiezieniu w niemocy wykonania czynu potrzebnego do zycia, jest wolaniem o wolnosc. Jest to tez film o milosci niezrozumialej, o uciekaniu od problemow, o niemoznosci rozwiazania problemow. O opiece rodzicielskiej, o ciezarze zycia gdy poswiecenie sie nie zostaje zrozumiane, gdy poswiecenie nie zostaje uszanowane. Ciezki jak Michael Haneke bo to Michael Haneke. Jego Funny Games, jego The Piano Player , jego Hidden . Te trzy filmy sa o znecaniu nad drugim czlowiekiem, o tym jak bardzo mozna kogos doswiadczac. Nie ogladalem jeszcze "The Time of the Wolf", ale tam tez spodziewam sie czegos o zlu, ale zlu, ktorego chce sie poznac, ktore nie wiadomo do konca czy jest zlem. To na prawde ciezkie filmy. Otwieraja oczy, ale nie wiem na co. Jakby otwieraly w nas cos czego nie potrafimy nazwac. Czasami jest to niemoc, taki tepy bol niemocy. Ale jest to bardziej uczucie ogolne, jakby spoleczne niz szczegolne, jednostkowe.

Pewien piatek - Ôdishon (1999) - Happy people cannot act ! Balem sie ze zgubilem ten cyctat. Chodzi tu o nieszczescie jakim jest glowna bohaterka, ktora potrafi tylko grac. Co to za kino! Dziewczyna msci sie na mezczyznach, ktorzy nie sa w stanie tylko jej kochac, byc jej wiernymi na zawsze - a pojecie wiernosci jest bardzo ... zlozone? Klimat Davida Lyncha niezaprzeczalnie. Krew, odciety jezyk, palce, wymiociny. Przybijanie palcow gwozdziami do podlogi. To brzmi jednoznacznie jak horror klasy B, ale tu wazny w tym filmie jest klimat, klimat genialny. Ten film przemawia i szokuje... moze bardziej szokuje. Wdowiec po dlugich latach decyduje sie na poszukiwanie nowej partnerki swojego zycia. Jego kolega wpada na pomysl, by urzadzic przesluchanie do filmowej produkcji. Wdowiec bedzie jednym z jurorow i sam sobie wybierze najpiekniejsza. Film dostanie glowna bohaterke, a on kandydatke na zone. Pojawia sie czysta jak lza pieknosc, cala w bieli...

Poniedzialek 09/04 - Inland Empire (2006). Nie musze pisac o tym jak waznym rezyserem jest David Lynch. Jednak to co skonstruowal w TYM filmie przeszlo nawet jego. Wstepujac po kolejnych jego filmach, po mrocznym nieznanym i niezrozumianym doszedl do kwintesencji odczucia zupelnej klaustrofobicznej transformacji wyklutej z czystego zla. Nie wiem jak dobrac slowa by to to opisac, oplatywac jedno slowo drugim slowem jeszcze bardziej niezrozumialym. Sekcja zwlok na podswiadomosci. Przemienianie w przeciwienstwa. To nie jest walka z samym soba, tylko z czyms duzo glebszym w nas. Jutro zaciera sie z wczoraj i cholernie niewiadome jest co to jest dzisiaj. A o czym jest historia, jaki jest szkielet uciekania przed wlasnym cieniem? To tragiczna polsko cyganska historia milosci dwojga, milosci ktora naznaczyla sie klatwa. I wlasnie to ze polowa filmu odgrywana jest w Lodzi, to jest jeszcze piekniejsze. Polskie ciemne, odrapane kamienice. Zasniezone wieczorne ulice tonace w migotaniu latarni. Kielbaska z grila i ketchup na wolnym powietrzu. Alicja w Krainie czarow, z widoczna przewaga krolikow.

Niedziela 22/04 - Chinjeolhan geumjassi (2005). Trzeci z trylogii o zemscie Chan-wook Park'a. Nie widzialem jeszcze pierwszego, ale deletowalem sie juz OldBOY'em. I oto piekna historia o mszczacej sie kobiecie. Skaplikowany szantaz powoduje, ze piekna kobieta, czysta jak lza laduje w wiezieniu. Jest tam upatrywana jako swieta. Nabywa game przyjaciolek. Caly jednak czas przygotowuje sie do zemsty. Po wyjsiu z wiezienia nie jest to jednak az tak proste. To piekny i wazny film o sadzeniu drugiego czlowieka. Za kazdy grzech trzeba zaplacic. Za maly mniej, za duzy wiecej. Tutaj anielskosc tak pieknie sie ze zlem styka. Glowna bohaterka rezygnuje z anielskosci by moc sie zemscic, ale w srodku nadal jest anielska, nadal swieci, nadal jest biala.

Niedziela 14/05 - Zatôichi (2003). Film Takeshi Kitano. Nie wiem jak on to robi, ale minimalizmem osiaga maksymalizm. Dramatyzm w jego filmach jest bardzo lekki, prawie humorystyczny. Jego filmy sa bardzo wrazliwe i dodajace otuchy w najgorszym. To naprawde poezja. Zmienia spojrzenie i pozwala tak pieknie patrzec na platki kwiatow, platki sniegu, krople krwi. Historia opowiada o niewidomym wojowniku. Pojawia sie w miasteczku, w ktorym szykuje sie ostateczne zagarniecie wladzy jednego klanu prez drugi. Spotyka na swojej drodze rodzenstwo szukajace zemsty. Ich zycie jest utkana przez zemste. Pewni ludzie morduja ich cala rodzine. Chlopiec i dziewczynka staja sie dwiema gejszami, tak, chlopiec ransformuje sie w piekna gejsze, pelna wdzieku i uroku. I tak wedruja, tak zarabiaja na zycie, tak szukaja zemsty na mordercach. Niewidomy wojownik wszystko jeszcze bardziej upieksza. Gra go jak i rezyseruje ten film Takeshi Kitano. I jeszcze cos bardzo waznego. Muzyka wyplywajaca z uderzen, stukotow, pukniec jest rownie piekna jak ta z Tanczacej w ciemnosciach - muzyka, ktora powstaje z codziennych czynnosci.

09:21, czokczok , Film
Link Dodaj komentarz »